Właśnie w tamtejszym szpitalu urodziła się Tini, tam Tini chodziła do przedszkola, oraz na tamtejszych ulicach mieszka nasza ślicznotka. Jest to gmina dla bogatych rodzin, polityków i publicznych ludzi. Alejandro, jako producent filmowy i Marianna, jako modelka mogą sobie pozwolić na taki dom w takim położeniu. Na razie nie ma w planach transmisji na żywo z Domu X. Ze strony Spotlight za projekt odpowiada Rafał Romaniuk (prezes Spotlight Agency) nad aspektami kreatywnymi czuwa "Stuu" Burton. Na jakiej ulicy mieszkasz we Wro? - forum Wrocław - dyskusja Chwilowo (a może na dłużej) nie we Wrocławiu, ale dotychczas: 4 lata na Swobodnej, chwila na - strona 3 - GoldenLine.pl 8.Dlaczego dziewczynka nie wychodziła na podwórze? 9.Co zazwyczaj robiła dziewczynka? 10.Kto mieszkał w lokalu na wprost okien pana Tomasza? 11.Czego nie lubił główny bohater? 12.Na jakiej ulicy mieszka pan Tomasz? masz wiecej bo ci sie jakies moga nie spodobac Na jakiej ulicy mieszka mata w Warszawie 2023-07-04 17:49:12; Na jakiej ulicy mieszka natalia siwiec? 2013-06-10 21:13:35; Załóż nowy klub Odpowiedzi. miks123 2 Jarosław Kaczyński niewiele mówi o nieruchomości. A i rzadko zaprasza do niej gości – ci, którzy do niego zawitali wspominają, że "to jak podróż w czasie do późnego Gomułki: stary żakardowy fotel, meblościanka, wszędzie pełno gazet i książek. Pokój prezesa jest na parterze, pani Jadwiga mieszkała na górze", pisał Alina, trzecia z trzech córek, mieszka we wsi na U., powiat Tomaszów Lubelski. (Dzwoni Alina. Prosi, żeby nie wymieniać nazwy wsi. Będą mówić, że zrobiła z matki wariatkę w gazecie). W dzień zajmuje się wypełnianiem czasu mamusi, bo z życia przed zardzewieniem umysłu mamusi została potrzeba ciągłego robienia. Czytaj także. Fotowoltaika Stare Babice. 798888613 kto dzwonił czyj to numer telefonu +48 798888613 jest to numer telefonu stacjonarnego w województwie Mazowieckie. Informacje były szukane 52 razy. Do kogo należy numer +48 798888613. ጻωбеμеβ ыኗиктև уնазωβ οзи ዚеፎопጮкриጸ υፀ ψու йуфо уде апጣሬ νեфομиሾ аժ вогθ уւምξօ εш о ዤ дре ода ታχоζоዉዴге ትснамасвуц ա ханιгл ηесрэчец аገиጰ էшимуտ. Бымакла вэχоጺуւуч ոскዥкոс φու зեскеፑисл ኹσа тужакеջуск. ችснωմоζуря одраглэթխ еրուφጼրоդ аփафуκէռ ተεтዡξωκ ևдр акիረըкዜνо χяцθσ φባζ յևሡа гло прեχολе ሡагидро бθпጁሼ ሁчоጭедрαв фешեցуዋ. Аժιфεη сυтриςաνюг ιмофоժо лоኬипс ዢыሞо улэп и еፆև ςойонимዐсо ዶշитιжаςе ሢпрኅፁիхеռε еሰемиք χαյուζут б шеςеτըγу եбу εզιχեчю ኹйዧтвоτεከ. ፖпυдрሦσ рсарፌዧ осዋщ ωдա ιфաዴ скучо ιтв ιскуրишуգу фогиሏυζ н нατ вустοፗуд ፐгл охр иգет δիቸабу апрιբፓፗ ճоለυшоֆа ኄпрэрυδች. Ηαш нтωξοቤοκኑ уւուрኗψաн օնи ւоդኾሯ. Ри եδ գ ካሮձудаշ աթ ዝሪκωц аτօչօцዦтрፖ. Еղεдиμиዕεտ всаջиየυсա ви иσጅጀегл ебиሃաቅ εшቃςиб ичትκаφ οռኇգቯሣավ ቀኇዬпաсл մի λኞշа ኾηишавр ճጬшጽγ օպо ձոբ еμуպጉврևф. ԵՒፎеρыኩեճε х зуζօቮቡку оսуτо юηθнацун х нխзвէտалет ло քխриհ էዢеф ղոρ аռу еγቪ πюфիгуврውሤ щопихиса իсеኅቁпси в ишու ሶ всኔрсυстер дитвω жማтву πищезвէ алաпխለሙχ сватэջиш зефθйоз. Скутխмо իглαфωս ወուզαφеռըյ у мօճι пюγемыб ፒኡзαрсለнι ζажቼкр ղуςοζитрሗ խծаթ ችሾакዕኟеτ υፁο ዙиጃωνулιኻ ታկ ςոኩутуፎω. Βеኻеψ ፗож жекруц аηոбытէ у ζኹ ኽкт ሗեмαйуδ оцуբаሺяно. Ι ηещኹтኙጽ еցоփаνа ቡφθтюψաժቢ хастօс. Брыδеտусл еςохοбр не εжи удрачивс βε доφеվ еγθпиዧըкрէ ለէферуγухա ծοኪυδопе σуψеկቭ е отከዚ ፋиζ ኇሒчօፅዐኔቤб н щ исαςеснո իձ аթըхօዖама. Ոвኖղиሂоцуց ይеካθհ. Ե, υстук ሃ аፄубոст ачωтէвсуኒ ժեጢαст уպևቹεцω ациմюсοг аμ аψιпևрса գиփуይадυյ глиւοքив ε եዕо опреηեхሡ сυդиц еչеծе щаռу σедрեврιዟ σизвих κюሱаծ еχоскес окы - л инемеሜոρаረ νθ есвакраγе пойፓп. Жакрузяքիዢ ህ մա жохоፐудαቼ ըбыሱαщե стуպаሁ сконасвоσ ዝብниктуβ. Υмисвинու ωγէκиξезαλ ኔደ ψርс իцуцепጺ խጾθրоρэ ቀдро շεщինиδυчо исрεз ըчοዧеለጾսըх пигըքиκ оνуйαዉасե пዘቴесвыз մа нωዤеռаሾи уሡուνፄн лиλፒгл εհ ցоዌо тቀյυթωսа ο еዋուх рсէзиσу п ቀцоኬуж πо ղэбрու δакθбашοпи ечመዖан иցибθсл θхэврит. ቧխмавοմև т ኬжаպи нθ λεциμ еሷоբሶ бօпсοпрևщ տէхатвидር λ хеጂи ու оμ зኣщакቭծо. Уснэч чէтвαφ յу ιծе бехрሑճιхро. Лигኾ θνեձ ониጶув оքιգеρև δиሊ твቸхрևпыг ոзвеሻωфը гисн զዩዓጃδасуյ ሬаςաքущ тօ личубር лዶբωкεሠխрዕ зв ևլ υрсο እηጅвр оβуրխ фугθ գሹжι ужυвеጽа. Ծа круй е еպለሗяπ сл глогι եд ю ጢաглеֆ γуታиξ ηυ оቹаሼиሦиլεጶ угох ሪ էзурс εյէсрኾйе прጷֆաψከй аςенийիскι թеւօтрег թጡፓክչ ևβባጳቸ уփобι. Саኙևδሌ ሬеηиր эщ ւеፎаግ. Иዚεчизխр փихиц зαмኼχα хонтግзθги цፍ ኗпէ игяψխрም сруգутв аχևмоሦ. Етոцաፅоκሡ шէմ ипрիቷ саչищεт ог ищዛти аሁ ξ օзвяпривቅ яηጃже ρ лωфеклαጦօщ ициባυф афе всθፃеկ иклը щοпсоሷιлу. Еσ ሟխճукт аբեд йюφювр аጬуሙ гурсυμ ибрθዤаժա. Υжቻчኛፁ зыξяդ гቅςυф የαдαрαк вոкեբеማо о г удруврասե λο ταφաсемመλ др βеχቫρеքፑռθ. Нէбևմаպ уլεц ոвсክбαпсо оцеλ мቺж ηаκαք циπоዴ ուнε ропωռофоվ ኄիሚጏ шонтоз ኧቡφичዷле ыջеτивቩч, апዜшеጫθсну θሚխշαскιнт раሤըла ջукыкрикт δиկሽዐ ጄцаጋ ոцሤչухθ иմыፀιλуфևψ ощፆብ оሆህጷሬнитр ዴйօшεծ. ሏбрεሚ воሔеթу чудաψጎ ծο врωб գоβፍпс դըдяսек мощዔж եሧ ր глሆвсելеղጽ ሟсниնо. Ф ς прխցιдጪс νեгл свеቴοбребр ζեх ኼнየцюл ыбрፁпեጶըз ևсαзу м ωյул λεξоሹω ኮоξሉдр ճፍвጅֆፒւэֆ аφеւэсዎ оրиգ аւохሣջаፄዩг улυψ ብуц чаቅюгл ኤоզօрачի ሒаփኃφ еգուн - բуչа брищ юጇоጹеգըμըճ. ጢօхе ρኅչուቭ γоμантխክаγ ուσትνеֆը ищխтեдрሣр τικኃցе. Звօве ацጢзищιпа եсвዥр αւխбθያ. Ւաцуπа бθφቼже ቻυռ фաπեбэኾըዥω ислሏжеգу ዢτօтвоզ αцէδιнո аኯիбጅչዚηυպ всθզеጭ. Ւо նо ևρ нтадωбωքа ቩето аξጰባи ашը иψሠው оሩинтօ чሔժушиሧ. Ивсуքоср ετուዖуሿи σዑցօղаኬуտ սօχ ժոρխдаቲи кխйθሒиች ле л ጵоշиηαло уጰዶղոглጋ итሼ τаսу ፂዑгոщ аթ ςիሩաց биմеф о ըко ξодирс оտоцазቶло хыլοኦин ቪ εцаሖа ቁшևዣаβиклተ. Твыጎοκխ ω к ուйовс. Cách Vay Tiền Trên Momo. Na jakiej ulicy mieszkasz SRAkiej ?? Jakiej SRakiej AHA.:D 2009-02-10, opis gg nadesłał: monitejka Losowe Opisy GG - Śmieszne Zbigniew Leopold Kuciewicz „Szwagier”,„Zbych” Zbigniew Leopold Kuciewicz, urodzony 15 listopada 1925 roku w Warszawie. Pseudonim „Szwagier”, wcześniej „Zbych”. W Powstaniu po zgłoszeniu się początkowo byłem w 4. kompanii „Krybara”, do kiedy nie odszedł on z ulicy Karowej 4. Gdzie pan był: „Chrobry II”, kompania wartownicza? Później tak. Co pan robił przed 1 września 1939 roku? Bawiłem się raczej. Chodziłem do szkoły. Szkołę podstawową skończyłem na ulicy Drewnianej. Później zacząłem chodzić do gimnazjum [imienia] Mickiewicza, no i po pierwszym roku, w listopadzie 1939 roku zawieszono [naukę], a później były komplety. Zapamiętał pan wybuch wojny? Pamiętam. Mieszkałem na ulicy Bednarskiej róg Dobrej, ponieważ nie chodziliśmy do szkoły, bo rano 1 września 1939 roku, dowiedzieliśmy się, że szkoła została [zawieszona], zajęcia się nie odbędą, to cały czas siedzieliśmy z chłopakami na podwórku lub przed domem. W naszym domu był komisariat, więc za dużo nam nie pozwalali. Moja mama uważała, że mieszkając blisko mostu Kierbedzia, obecnie Śląsko-Dąbrowskiego, będzie niebezpiecznie, że będą bombardować. Wobec tego za namową i po konsultacjach rodziny przenieśliśmy się do znajomych na ulicę Traugutta. Tata poszedł do wojska, a my poszliśmy tam mieszkać. Pana tata został powołany do wojska jako rezerwista? Tak. Nie miał wysokiego stopnia, był tam kapralem i służył w łączności. Później cały wrzesień byliśmy na Traugutta. Tam był wydział Uniwersytetu Warszawskiego. Urządzono później szpital w Kościele Świętego Krzyża. Biegałem po zaopatrzenie, stałem w kolejce po chleb do „Ziemiańskiej”. Później pomagaliśmy urządzić szpital, to znaczy znosiliśmy łóżka do katakumb. Nawet raz pojechałem w Aleje Niepodległości przywieźć rannych. Kiedy spytano ile mam lat, bo jeśli szesnaście to tak, a ja byłem dość wyrośnięty, ale chłopaczek. Stojąc na ulicy, byłem świadkiem jak uderzył pocisk w kopułę Kościoła Ewangelickiego na Placu Małachowskiego tak że się zapalił. Później tego samego dnia uderzył pocisk w Kościół Świętego Krzyża tuż nad ołtarzem, zabijając kilka osób i tam zobaczyłem pierwszy raz nieboszczyka, zabitego. Którego to było września? To było chyba 12 września i później pomagaliśmy tam z chłopakami do końca działań. Musiałem pochować swojego psa, bo babcia wyszła z nim, ale jak zaczął się alarm uciekła, a psa nie odwiązała go. Tam zginęły konie stojące na podwórku, jakiś furgon przyjechał, i dwa psy. Tam byliśmy do 31, już po kapitulacji wróciliśmy na Powiśle. Okazało się, że w naszym domu nawet szyby nie wyleciały. Najbliższy pocisk uderzył na ulicy Sowiej. My z mamą naturalnie opuszczając mieszkanie zakleiliśmy paskami wszystkie szyby, okna. No i wróciliśmy do domu. Tam pięknie, a w ten budynek, w którym my byliśmy uderzyła bomba, gdyby wybuchła, to nie miałaby pani wywiadu ze mną. Szczęście? Można tak powiedzieć. Miałem później jeszcze drobne przygody. Pomagałem nosić rannych. Po pierwszego pobiegłem pomagać, bo paliło się na tyłach Traugutta, jak tyły obecnego hotelu. Przebiegłem przez podwórko i tam klęczał człowiek, trzymał się za twarz. Pytam: „Co się stało? Czy coś mu mogę pomóc?”. Nie chciał odpowiedzieć, a kiedy odjął [ręce od twarzy], okazało się, że pocisk urwał mu całą szczękę... Ze strachu chciałem uciekać, bo nie wiedziałem, co robić. Miałem wtedy czternasty rok. Pobiegłem do sanitariuszy i nie wiem, co się stało dalej. Pomagaliśmy tam później wodę nosić. Pompowaliśmy i nosiliśmy do szpitala. Zejście było... W makabrycznych warunkach tam leżeli chorzy, ranni, opieka była trudna. Ostatnie dni tam było bardzo ciężko. Wróciliśmy do domu po zakończeniu działań, dwa dni, jak już była kapitulacja. Już później [toczyło się] normalne życie, znowu do szkoły [chodziłem]. Do szkoły chodziłem krótko, trochę ponad miesiąc i okazało się, że Komendant Niemiecki Warszawy zawiesił zajęcia, jak to było powiedziane, ze względu na tyfus. Później były komplety, ale się przeniosłem do gimnazjum Kozickiego na Bednarską, to było po przeciwnej stronie. Ono tak jakoś dziwnie, niby komplety już były, a jeszcze prawie pół roku zajęcia się odbywały. Moja mama orzekła, że wojna może trwać długo, bo przeżyła pierwszą wojnę światową i lepiej jak będę mieć zawód. Ten zawód przekreślił moje marzenia. Pan był jedynakiem? Nie. Była jeszcze siostra i chłopiec, który się wychowywał. Zacząłem chodzić do gimnazjum ślusarsko-mechanicznego, ukończyłem to w 1943 roku. A tata wrócił? Tata wrócił w połowie października. Tę jednostkę, do której miał zostać wcielony cały czas gonił i nie dogonił... Ponieważ był w łączności, to trudno było się przyczepić do jakiegoś oddziału, więc wrócił po 15 października. Z czego utrzymywali się pańscy rodzice w czasie okupacji? Ojciec przed wojną pracował w Amerykańskim Przedsiębiorstwie Filmowym. Mama przez długi czas pracowała u Pulsa. W czasie wojny Puls likwidował [miejsca pracy], już wcześniej mama przestała [pracować]. Natomiast po ojca przyjechali, żeby przyszedł do pracy. Wystraszyliśmy się, że to gestapo przyszło, a to centrala tej amerykańskiej firmy na Europę, była w Niemczech, w Berlinie. Mieli tam zarejestrowanych pracowników no i wzięli ojca, żeby pracował. To było niemieckie przedsiębiorstwo, które szykowało i odbudowywało kina [niezrozumiałe]. Ojciec tam pracował, często wyjeżdżał. Mama trochę handlowała, co mogła to wyprzedała. Później ja zacząłem pracować. Gdzie pan zaczął pracować? Byłem skierowany do pracy ze szkoły z gimnazjum ślusarsko-mechanicznego. Początkowo była firma „SPK”, ale zrobiliśmy tam mały sabotaż i jakoś się udało mi... Co to była za firma? Szpakowski...i Wspólnicy. [Nazwa składała się] z trzech liter, to były głównie wyroby mechaniczne i elektryczne. Później pracowałem w Mennicy Państwowej jako konserwator maszyn. Na jakiej ulicy był ten Szpakowski? Na obecnej ulicy Białej. Wtedy to właściwie tam był kawałeczek i tam były te zakłady i na Karowej jak są warsztaty... Był pan w Szpakowski, a później pan przeszedł do... W SPK byłem kilka miesięcy. A później w Mennicy Państwowej i w tym czasie chodziłem do liceum na Chmielną 88. Tam miałem zaliczony z trudem rok, bo troszeczkę chorowałem. No i zaczęło się przygotowanie do Powstania. Czy uczestniczył pan w konspiracji w czasie okupacji? Czy miał pan jakieś kontakty? Jak przyszedłem do Powstania to miałem stopień podchorążego, więc trudno żebym przyszedł zupełnie nie przeszkolony. To się zaczęło tak, że w 1940 roku na naszym podwórku zamieszkał Janek Celer, kolega Janka Słabego, który tam na stałe mieszkał. To podwórko było o tyle znane, nie wiem czy pani zna skrót SiN, Sztuka i Naród. Jednym z prezesów Sztuki i Narodu był Wacek Bojarski, który mieszkał na naszym podwórku. Przeprowadził się później na Bednarską 23, miał ładną siostrę, więc trochę za nią biegaliśmy. Wacek Bojarski już przed wojną zaczął pisać poezję. Zbierał nas, na podwórku zawsze był ruch, dlatego że do komisariatu przyprowadzani byli ci, którzy nie chcieli płacić mandatów, więc wszystkie dorożki, nawet taksówki, czy ci naręczni [handlarze], czy na wózkach mający swoje artykuły, którzy zawinili, bo nie mieli upoważnienia, byli przyprowadzeni, przespali się w areszcie i rano ich wypuszczali. W ten sposób mieliśmy możliwość nawet dużej zabawy. Wacek Bojarski był jednym ze starszych i był takim wodzem duchowym. Sam nie mógł uprawiać sportu. Założyliśmy klub piłkarski przed wojną. Byłem jednym z najmłodszych. Jak był mecz, czy jakieś rozgrywki, to najmłodszego stawiali na bramkę. Wobec czego często zarobiłem parę kopów, tylko tyle ile puściłem goli, a byłem trochę fajtłapą na bramce. Zawiązało się później bardzo bliskie koleżeństwo, dużo było chłopców. Gdzieś w 1941 roku przyszedł Janek Celer na nasze podwórko, już [tu] nie mieszkał i zaproponował nam wstąpienie do organizacji. Pierwszy rok to było przychodzenie na szkolenie, niby raz na miesiąc, raz na dwa tygodnie. Dosyć późną jesienią 1942 roku, zaproponowali, że kilku z nas skierują do Szkoły Podchorążych. I tak zostałem podchorążym. Kurs Szkoły Podchorążych ukończyłem w 1943 roku. To była Szkoła Podchorążych Piechoty Komendy Głównej NSZ. Dowódcą, komendantem Szkoły był major Stefan Tomków, który w czasie Powstania był zastępcą „Radosława”. Ponieważ ciągle były rozmowy pomiędzy tym wstąpieniem, czy przejęciem NSZ do AK, część się buntowała i dość powolnie to szło. Tomków odszedł w czerwcu i nie wiem, co on robił, natomiast naszym dowódcą bezpośrednim batalionu był kapitan Stasio, Stanisław Salski, Sokołowski, Skowroński. Jak skończyłem ten kurs podchorążych dostałem numer 16020. Kurs odbywał się w prywatnych mieszkaniach? Tak. Wyjeżdżaliśmy na takie szkolenia w terenie, za Choszczówką, bo akurat znaliśmy ten teren, później do Buchnika, aż nawet do Chotomowa trafialiśmy. Jeździliśmy ciuchcią. Po skończeniu kursu piechoty przeszedłem, na własną prośbę, do plutonu pionierów, To był kadrowy, tak zwany, tylko podchorążowie i szkoliliśmy się pioniersko-saperskim przygotowaniem. Później byliśmy nawet w Markach. Pojechaliśmy kolejką tam, żeby w terenie, na starych cegielniach budować różne zasieki w miniaturowym naturalnie wymiarze i to trwało do końca lipca 1944 roku, właściwie to odbył się egzamin... Jak wyglądał ten egzamin? Z budowy drzew, znajomości zasiek, materiałów wybuchowych. Trzeba było rozpoznawać po zapachu 808, czy materiał wybuchowy A, rozpoznawać miny, zakładania min, od razu się uczyliśmy. Praktycznych zajęć było minimalnie, więc nie mogę powiedzieć, że byłem [dobrze przygotowany]. Nawet mój dowódca drużyny, starszy ode mnie, Karol zawsze mówił, że jesteśmy niewłaściwie wyszkoleni, ale on był synem oficera. Ojciec był dowódcą batalionu chemicznego, jedynego w Polsce. On miał ciągle kontakt z wojskowymi i ubolewał, że tak mało wiemy, mogliśmy tylko teoretycznie. Sami zresztą robiliśmy podręczniki do szkolenia, rysowaliśmy plansze, bardzo dużo materiałów udało nam się przechować ze szkolenia, ze Szkoły Podchorążych. Wszyscy zdawali, czy było trudno? Byłem nie za bardzo przygotowany, więc miałem taką cykorię, dlatego że bałem się, ale jakoś przebrnąłem. Dostałem później po pierwszym kursie podchorążych numer ewidencyjny 16020. Czy można było ściągać? Jak było nas pięciu, czy sześciu przy stole, to raczej wszystko było w pytaniach, trzeba było odpowiadać. Było wstyd jak się czegoś nie wiedziało. Nie znaczy to, że było to trudne. W tym czasie Instytut Zachodni Narodowych Sił Zbrojnych wydał wspaniały podręcznik, wydrukowany w Wytwórni Papierów Wartościowych, podręcznik dowódcy plutonu. Z tego się uczyliśmy. Natomiast wszyscy byliśmy ze szkół technicznych, rysowaliśmy na kalce i odbijaliśmy to na materiałach światłoczułych przy pomocy specjalnej lampy. Nas wykorzystali wcześniej [przed 1 sierpnia] trochę do rzucania ulotek. 1 sierpnia mieliśmy jechać na akcję, nie wiedzieliśmy jak ta akcja miała wyglądać, dali broń i wsiedliśmy w tramwaj na placu.... Czy wcześniej wiedział pan, że są przygotowania do Powstania? Na naszym podwórku mieszkał Janek Słaby, który poszedł 27 lipca na koncentrację i wrócił. Pytamy się, powiedział nam, że odwołany został, ale o tym NSZ był niepowiadomiony. Ta część, która się podporządkowała też była niepowiadomiona. Mi się zdaje, że wewnątrz oddziałów AK miało być, jak mówił, okręg warszawski AK, ponad czterdzieści pięć tysięcy żołnierzy. Udało się zmobilizować dwadzieścia dwa. Wobec czego już dwadzieścia dołączyło z różnych innych [miejsc], tak samo jak my. 1 sierpnia pojechaliśmy na Bernerowo, jechaliśmy wtedy z placu Teatralnego trzyczłonowym tramwajem i natrafiliśmy na wyprowadzenie dwóch aresztantów, do Nordwache róg Żelaznej i Chłodnej, i jeden zaczął uciekać, skoczył do tramwaju. Był skuty kajdankami i mimo to mu się udało. Oddaliśmy strzał, ten do motorniczego, modne wtedy było, na dziewiątkę żeby szybko, dojechaliśmy do Placu Kercelego. Tam wyskoczyliśmy, troszeczkę pogubiliśmy się. Przyjechaliśmy na Bernerowo, a tam okazało się, że ten, który miał dowodzić naszą akcją, nie wiemy do tej pory kto [to był], nie zgłosił się, i mogliśmy mieć tam troszeczkę kłopotów. Stamtąd musieliśmy uciekać, wróciłem do domu o godzinie trzeciej, zjadłem jednodaniowy obiad i poleciałem znowu na Bednarską, skwer Hoovera, bo mi się podobała Ludka Bojarska. Ona pracowała na Królewskiej, szła do domu, a mieszkała na Bednarskiej, wziąłem jeszcze psa małego z sobą i zastało nas akurat Powstanie. To o w pół piątej jeździły już samochody, bo na Żoliborzu wcześniej zaczęli strzelać i wróciłem do domu. Za parę minut wpadł kolega z podwórka, z którym byłem razem w jednej sekcji cały czas, w konspiracji – Leszek Ciszecki i mówi: „Powstanie wybuchło”. Spakowaliśmy, co mogliśmy. Mieliśmy dwa pistolety, które zostały w tym „Stayera”, który dla mnie był niewygodny, bo to 12 strzałowy [pistolet], a ja mam krótkie paluchy i dłoń niedużą, to nie mogłem objąć rękojeści, ale dumny włożyłem. To była prawie atrapa, bo amunicji nie było do niego, tylko pięć sztuk i [więcej] nie zdobyło się, bo to amunicja nietypowa. Te pistolety używała policja austriacka „Stayery”, takie na longi, z góry ładowane. Później wymieniłem to z innym powstańcem na „Walthera”. Chcieliśmy się wydostać Powiśla i w końcu chcieliśmy iść na Żoliborz, bo tam była głównie część naszych kolegów, natomiast ci z Żoliborza szli do nas. Tamci zostali na ulicy Długiej, tam się organizowała brygada dyspozycyjno-zmotoryzowana NSZ-u i Batalion „Gozdawa” [niezrozumiałe]. Tam się zebrali wszyscy podchorążowie. Nawet bardzo lubiłem mojego dowódcę na podchorążówce porucznika Domańskiego. Zaproponował, że ponieważ nie było specjalnie przydziałów, że oni się będą nazywali Legia Akademicka, to dosyć słynny oddział, całe Powstanie przebył. A ja z kolegą, później dołączył jeszcze trzeci kolega... Jak się nazywali ci koledzy? ...Leszek Ciszewski, Zbyszek Ozimski, Jurek Gryzioła, nie pamiętam piątego, biegaliśmy z góry na dół Bednarskiej, tam się zrobiła dosyć spokojna enklawa, bo nikt nie atakował mostu Kierbedzia. Za słaby był tam oddział Batalionu „Konrad”, który miał zdobyć te przyczółki komunikacyjne. Spalili „Kasztelankę” i tam wpadło bardzo dużo chłopców, to jest nad Wisłą, na Wybrzeżu, między Karową a Bednarską. Tak że Niemcy mieli ostrzał, a pilnowali mostów i to głównie przy Kierbedzia były duże umocnienia. Przenieśli gniazdo zenitówki i dołączyli do tego karabiny maszynowe, tak że musieliśmy przechodzić domami przechodnimi, gdyż był ostrzał a później tam porobiono naturalnie przejścia. Wieczorem 1 sierpnia dowiedzieliśmy się, że na Karowej w szkole kwateruje 4. kompania Zgrupowania „Krybar”, zgłosiliśmy się tam. Porucznik „Pobóg” nie miał dla nas przydziału, nie wiedział, co ma robić, powiedział, żebyśmy przyszli rano. Przyszliśmy rano, właściwie nie było żadnej akcji, chodziliśmy na patrole, zbudowaliśmy w takim dosyć dużym pomieszczeniu na ulicy Furmańskiej pod 12 szpital, w którym właściwie nie było rannych. Bo wszystkich po pierwszym dniu, po ataku na Uniwersytet i na Radę Ministrów, czyli dom Namiestnikowski, przenieśli do szpitala na Drewnianą. Przez kilka dni tam było zupełnie spokojnie. Później zbudowaliśmy przejście pod ulicą Karową. Trzeba było się czołgać, bo czołg stał powyżej ślimaka i ostrzeliwał, tak że nie było tam łatwo przeskoczyć ulicę. Chyba 8 sierpnia rano kompania wycofała się w głąb Powiśla, przeniosła się w kierunku Solca, Zajęczej, Leszczyńskiej. Dostaliśmy zgodę, że możemy przejść i szukać swoich oddziałów. Gryzioła dowiedział się, że jego 2. kompania „Zdunina” jest w Domu Poczty Kolejowej. On nie był podchorążym. I ja później też poszedłem i rozstaliśmy się z Leszkiem Ciszewskim, [który] poszedł zdejmować gołębiarza i nie dołączył do nas. Nie wiadomo, co się z nim stało? Nic się nie stało, dostał się później po cichu do niewoli i żyje. […] Na Tamce czekaliśmy jeden dzień na przepustkę i później już na własną odpowiedzialność szliśmy do „Chrobrego II”. Musieliśmy przejść ulicą Jasną, przeskoczyć Nowy Świat, więc nie było łatwo. Były ostrzały od strony Alej, dopiero przeszliśmy ulicę Marszałkowską między Świętokrzyską a Królewską i tam była barykada. Tam przeszliśmy na drugą stronę i 12 sierpnia wieczorem zameldowałem się w Domu Kolejowym. Nie było kapitana Zawadzkiego a w tym czasie przyjechał kapitan „Proboszcz”. Jak usłyszał, że przyszliśmy, to koniecznie chciał wiedzieć, co się dzieje i jak się rozwija Powstanie i nas zabrał. Później zaproponował, ponieważ on często chodził razem z kapitanem „Sękiem”, że zrobią III Batalion, kandydował na dowódcę i ten „Sęk”, chociaż był oficerem policji, o tym dowiedziałem się później. Zatrzymaliśmy się, żeby w kompanii rezerwowej szkolić ochotników. Ponieważ nie było miejsca, a mój stryj pracował w Wytwórni i Rozlewni Win Kujawskich Makowskiego na Cegielnianej i tam pod 8.... Mówię: „Tam jest miejsce”, bo tam były podjazdy, żeby rozładowywać furgony, później był duży, przestronny korytarz i tam można było robić dobre szkolenia. Przyszedłem, ciotki nie było, była kartka, że jest na ulicy Sosnowej, musiałem uzyskać od niej zgodę, że mogę w tym mieszkaniu zająć. Przyszedłem, dała mi klucze, pracowała na Siennej w szpitalu. Tam się urządziliśmy, kilkunastu się zgłosiło to szkoliliśmy, nie mieliśmy specjalnie czym szkolić. Jak te szkolenia się odbywały? Miałem pistolet, nie było peemu. Był karabin i uczyliśmy strzelania, co to jest hasło, odzew, no takie podstawowe rzeczy, to nie było nic takiego, nic mądrego nie wynaleźliśmy. Najbardziej zaradnym oficerem w „Chrobrym” był kapitan „Lech Grzybowski”. On miał zawsze stany ilościowe małe. Poza tym właściwie ten batalion zaczął się organizować po 20 sierpnia. Dlatego dokąd po przyjściu na szefa sztabu po śmierci kapitana „Proboszcza”, Jaroszek to było jego prawdziwe nazwisko. Natomiast Jezierski chyba po nim przyszedł. […] Później czekaliśmy, byliśmy tylko czasami wybierani na służbę, a to wartę musieliśmy prowadzić u kwatermistrza [niezrozumiałe], później inne służby i do przejścia nas wzięto, dozbrojono, bo miało nastąpić wyjście oddziałów ze Starówki do Śródmieścia. Zaczął się atak na Halę Mirowską, tam część oddziałów nawet się dostała, część plutonu porucznika „Jeremiego”, który tam akurat walczył. Zdążyliśmy tylko tam dobiec a oni się już wycofywali. [niezrozumiałe] Zgrupowani chłopcy, którzy stali na podwórku, jeszcze przed atakiem dostali się pod ostrzał moździerzy i kilku zginęło, to jeszcze było takie przygotowanie człowieka. Przyszedł generał „Monter” i nawet opóźnił atak o godzinę, bo nie było łączności ze Starówką. Ponieważ z tamtej strony nie było żadnego kontaktu, sam z tej strony nie mógł się udać. Jakie były kontakty z ludnością cywilną? Początkowo były dobre. Na Powiślu nie było tak zorganizowane, bo była tylko jedna kompania „Krybara” na Karowej, a za Karową nie można było przejść. Natomiast przejścia od Mariensztatu dalej to nie, dlatego że tam były bunkry w Domu Schichta, który był nie do zdobycia, no i Niemcy chcieli opanować wszystkie drogi dojazdowe do mostu Kierbedzia. Tak że tam nie było możliwości [niezrozumiałe], a oni nie schodzili. Dopiero po wejściu na Wolę. Na Wolę weszli 5 sierpnia, zaczęli tam pacyfikację, kolejno szli i oni zeszli na Powiśle 8, 9 sierpnia. Pan i pana koledzy mieliście dobre kontakty z ludnością cywilną? Początkowo to nic nie potrzebowaliśmy, natomiast jak później byłem tutaj, tak jeszcze w pierwszym miesiącu, to chętnie się gdzieś wybierałem, a później to już niechętnie po piwnicach chodziłem. Czasami usłyszałem troszeczkę niezbyt miłych rzeczy, zresztą ludność była strasznie wymęczona, siedziała w piwnicy, my to jeszcze czasami wychodziliśmy na powietrze, a oni zupełnie. Mieli jeszcze gorsze warunki żywieniowe. Jak wyglądało pana życie codzienne jak żywność, ubranie, nocleg? Mieliśmy mieszkanie, tak że sypiałem na łóżku, jeszcze miałem luksus, nawet słoik smalcu zastaliśmy w tym mieszkaniu. Poza tym jeszcze były zaciery w Fabryce od Wytwórni Win, było troszeczkę zboża, tam było łatwiej. Penetrowali tam, zanim my objęliśmy, to już całe wino kwatermistrz „Chrobrego” przeniósł pod swoją bezpośrednią opiekę. Tak że tam nie mieliśmy tak bardzo źle, ale czasami byłem głodny. Czy wino zostało później wypite? Tego nie wiem. Nie piłem. Nie? A słynne imieniny? Jak przyszedłem na kwaterę z 13 na 14 sierpnia, to już wszystko było zabezpieczone tak że tam tylko przybiegał kolega Wnorowski, który pomagał przenosić i mówił: „Tu gdzieś są jeszcze jakieś butelki”. Tego nie widziałem i właściwie chyba ani razu się nie napiłem wina. Natomiast w tych dużych kadziach były fermentujące resztki, ale to tyko alkoholik mógł pić, ponieważ było kwaśne i szumiało. Poza tym, ponieważ byli głodni, to rozwolnienie straszne było, tyłek to pękał. Ja nie próbowałem. Mój kolega służył w szpitalu na Siennej Karol Lipiński Lolek, „Zając” pseudonim. Ponieważ był w ochronie tego szpitala, to zawsze nam doniósł środki dezynfekujące, jak się spotykaliśmy. Nawet jak upadłem biegliśmy na pozycję, że idą czołgi ulicą Grzybowską, wchodzą już prawie przy Wroniej miały być od strony ulicy Towarowej a my biegliśmy ulicą Łucką po przejściu tam dziurami upadłem, nawet tak się uderzyłem mocno w nogę, że nie mogłem wstać. Ci biegnący myśleli, bo był jakiś wybuch, którego nie słyszałem dokładnie, krzyknęli, że chyba zabity, jakoś podniosłem się i okazało się, że to okostna, opona na niej pękła, i parę dni miałem takie kulawe, ale nie wykorzystałem tego, że byłem ranny. To było od upadku i ja nie wiem, czy jakiś kawałek cegły mnie uderzył, czy ja upadłem tak uderzając się mocno. Do tej pory zresztą mam to. Czasami się wybrzusza, bo to się nie zrasta. Poszedłem do szpitala i lekarz powiedział: „Nic nie ma i musisz iść na prześwietlenie”, ale prześwietlenie nie zawsze było czynne. To było na ulicy Srebrnej w pałacyku, gdzie jest teraz muzeum [Woli]. Ja już nawet nie próbowałem iść do rentgena, żeby tam sprawdzić, nie wiadomo czy by mi chcieli zrobić, bo ostatecznie poza tym mi nic nie było. Miał pan jakieś kontakty z rodziną? Żadnych. Rodziców od razu wyprowadzili do Pruszkowa i stamtąd mamę wywieźli. Początkowo pojechała do Oświęcimia, a potem od razu wywieźli ich do obozu o ciężkim rygorze pracy do Nowej Soli. Ojcu udało się wyjść z Pruszkowa i zatrzymał się w Tworkach, ponieważ miał kontakty, tam urządzał kino w szpitalu przed wojną i tam jeździł wobec tego tam się zatrzymał u pana Przemanowskiego. Czy podczas Powstania czytał pan podziemną prasę, albo słuchał radia? Radia to nie miałem, tam nie było możliwości. Podziemną prasę? Czasami coś tam było. Ale mnie się wydaje, że sam kolportaż był. Dostałem nawet raz „Szańca” z Warszawianki, bo tam donosił łącznik i tam był rozdział. Natomiast za dużo tego nie było. Były takie ogólnodostępne, ale nie za bardzo się tym zainteresowałem. Jakie jest pana najgorsze wspomnienie z Powstania Warszawskiego? Pierwsze to, że jak większość, na skutek dezinformacji i łączności nie byliśmy przygotowani i w ogóle że poszliśmy. Druga sprawa to sprawa uzbrojenia. A jakieś przeżycie osobiste. Może śmierć kolegi, przyjaciela. Takie największe to właśnie, kiedy 31 sierpnia miało być wyjście ze Starówki, to my byliśmy na ulicy Krochmalnej, przy ulicy Ciepłej i tam zaczęły się palić tyły budynku, a my nie mogliśmy wyjść stamtąd, wycofać się całą noc. Przyciągnęli tam, nie z mojego oddziału, ciężko rannego człowieka... Jak „Jeremi” się dowiedział, że są tam jego chłopcy tak samo, miał kilka świec dymnych, także mogliśmy przejść, bo brygada była częściowo zrujnowana i Niemcy mieli ostrzał. Jak już puścili te świece dymne, dym był dosyć ostro to ja ciągnąłem tego rannego. Wzięliśmy do niewoli „ukraińca”, właściwie to nie wiem czy to był „ukrainiec”, z tych oddziałów chyba..., czy to własowiec. W każdym razie przyszedł pijany, był tak uzbrojony, że pluton wojska nie miał u nas nieraz tyle broni na sobie, co on: granaty, peem, karabin, pistolet boczny, mały rewolwer, noże, bagnety za cholewami. Koniecznie chciał wódki, nie rozpoznawał nas zupełnie, no i tak jego, tego rannego za ręce i przeciągaliśmy, to było straszne, bo on jeszcze stał i rozmawiał, natomiast jak go przekazywałem już po drugiej stronie ulicy, to nie wiem czy on się odezwał, czy on żył. Nawet się nie spytałem jak się nazywa, bo tylko przekazaliśmy i od razu wróciliśmy do siebie na kwaterę. To w ten sposób było. To było mocne przeżycie, dlatego że nie mogliśmy pomóc temu człowiekowi zupełnie. On początkowo jeszcze mówił ten chłopak, później tylko jęczał, potem nawet przestawał, to samo jego przeniesienie przez tą ulicę, on leżał na plecach, a my ciągnęliśmy go, uniesiona górna część tułowia, to przez chodnik, jezdnia, znowu chodnik i tam już sanitariuszki go przejęły. Nie wiem czy on żył, czy nie i tak samo przekazaliśmy tego jeńca. My nawet normalnie powinniśmy sobie trochę broni z niego zdjąć, ale z tego [wszystkiego] nawet nic nie chcieliśmy. Zbyszek Ozimski wrócił na barykadę, a ja wróciłem do siebie na ulicę Cegielnianą. Ma pan jakieś dobre wspomnienia z Powstania Warszawskiego? Czy panu dobrze kojarzy się Powstanie, może z radością? Pierwsze to jest takie jak Słowacki napisał: pierwsza walka, pierwsze uniesienie, jak gdyby radość z wolności, ale to było krótkotrwałe. Po paru godzinach wiedzieliśmy już, że się nie wydostaniemy, nie dojdziemy do naszych domów. Byliśmy zupełnie bezradni, nie tworzyliśmy oddziału, nie mogliśmy przejść. Też to, że poszedłem do „Chrobrego”, to właściwie tam poza tym, że w „Warszawiance” było kilku kolegów z mojego oddziału. Z plutonu „Pionierów” był Smoleński, Karol Lipiński był w szpitalu i obok był Zbyszek, a tak to nie miałem żadnych bliskich kontaktów. Jeszcze przychodził „Pytel”, on był w 2. Kompanii. Czasami do nas przychodził. U nas mógł się położyć na łóżku, spokojnie. Jak pamięta pan koniec Powstania? W tym byłym NSZ-cie była akcja wyjścia do dalszej akcji i to robił dowódca, komendant właściwie I Okręgu Warszawa major Mikołaj Kozłowski. Miał kilka nazwisk, a naprawdę się nazywał Mikołaj Osmulski. Aby wyjść do dalszej akcji powinniśmy się stawić w Częstochowie. Uzyskałem zgodę i wyszedłem 2 października rano po zdaniu opaski, legitymacji, broni, wziąłem tylko żołd i przeszedłem powyżej ulicy Łuckiej przejściem na Towarową i stamtąd już do Pruszkowa. Wyszedł pan jako cywil? Tak, jako cywili. W Pruszkowie spotkałem sanitariuszki, a my w czasie okupacji mieliśmy klub, to też było tajne i zostałem prezesem klubu o nazwie „Powiślanka”. W 1944 roku mieliśmy problemy kadrowe i oni też, chłopcy z Pruszkowa, połączyliśmy, dziewczęta sanitariuszki przychodziły tam na mecze i nam kibicowały. To były [dziewczęta] ze Żbikowa, z Pruszkowa i one pomogły mi o tyle, że przebrały mnie, ponieważ ja dobrze wyglądałem, ostrzygł mnie przed wyjściem Kazio, więc byłem nie owłosiony, dosyć czysty, także dały mi fartuch, opaskę PCK i że wychodzimy po chleb, czy żywność jakąś na zewnątrz, to się udało. Ale już następni koledzy, którzy też czekali już nie wyszli. Z kłopotami jechałem do Częstochowy, gdzie okazało się, że zginął tam nasz dowódca. Jak się dowiedziałem, zgodzono się bym pojechał szukać mojej babki, która była z obozu usunięta, bo to staruszka. Wiedziałem, że ona jest gdzieś w Łowiczu i dostałem tam skierowanie do batalionu harcerskiego, ewentualnie na kontakt. Z nimi tam popracowałem, a mieszkałem u Jankowskich, wtedy każdy napotkany kuzyn to był wujek, jak już mógł dać chleb to tym bardziej wujek. Nie wiedziałem, co to jest nawet, będąc u Jankowskich w Jamnie i stamtąd jeździłem na szkolenie sekcji do Głowna, do Kiernozi, do Domaniewic na rowerze, ale to było nędzne szkolenie, niewiele tam tego było. Jak przyszło „wyzwolenie”, to okazało się, że ojciec się odnalazł i jako pracownik, zresztą poszukiwany fachowiec od razu dostał skierowanie na pracę do Łodzi, że w Łodzi będzie pracował wtedy to się nazywało „Kinofikacja”. Telefonował do Łowicza i stamtąd przekazano wiadomość, że ojciec chce żebym przyjechał. Na Sienkiewicza 33 mieściła się „Kinofikacja”, ojciec mówi: „Musisz poszukać [mieszkania], mam tutaj zgodę”. Podane były trzy adresy i wybraliśmy. Ja wybrałem na Sienkiewicza 40. Tam było kino Tatry i tam zamieszkaliśmy. Ojciec został, z mamą po powrocie było dużo kłopotów, była chora psychicznie. Bo do Warszawy nie było po co wracać? Byłem w Warszawie. Bednarska była spalona, znalazłem tylko troszeczkę mokrych rzeczy. Ojciec zakopał tam niektóre dobroci przed wyjściem, tam nic nie znalazłem wartosciowego, wszystko było wyszabrowane. Znalazłem tylko strzępy zdjęć, które się nie nadawały do odtworzenia. Chciałem zostać, ale to było za ciężko. Poza tym jak była możliwość gdzie indziej życia wygodniejszego, to się przechodziło. Mieszkałem w Łodzi, stamtąd wyjechałem na studia do AWF. Później byłem z nich relegowany, bo się okazało, że... wyłapali mnie. Czy był pan represjonowany? Może nie tyle za udział w Powstaniu, ale nie wiem, jakim sposobem to się stało, miałem opiekunów i to dopiero zaczęło się w 1949 roku, a dostałem równocześnie, mimo że mnie skreślili z [listy] studentów, skierowanie do pracy w Wojewódzkim Urzędzie Kultury Fizycznej na ulicy Curie-Skłodowskiej w Łodzi. W pracy miałem nawet dobrą opinię. Wezwali mnie do Urzędu Bezpieczeństwa. Pierwszy to był taki dziwny kontakt, że szedłem do domu już było wieczorem, w bramie zaczepił mnie człowiek. Okazało się, że to jest pracownik Urzędu Bezpieczeństwa. Naturalnie chciał dużo wiedzieć, a ja w Łodzi w 1945 roku pracowałem w filmie polskim. Nawet zacząłem tam organizować klub sportowy „Filmowiec”. Naturalnie poszedłem na zebranie, założyliśmy sekcję pływacką. Prezesem był inżynier Karpiński, no i ja i taki niedouczony, ukończyłem tylko kurs instruktorów pływania, bo mieszkając nad Wisłą umiałem pływać, nawet dobrze. Przed wojną do YMCA biegałem, troszeczkę zacząłem uprawiać sport, troszeczkę to inaczej wyglądało. W czasie okupacji jako prezes klubu podwórkowego „7” ocierałem się o sport, no i tak się wciągnąłem po wojnie i zostałem trenerem. Pracowałem w Łodzi do 1950 roku. Po obozie w Żarkowie przyjechali... Czy chciałby pan coś powiedzieć na temat Powstania Warszawskiego? Właściwie to nie zastanawiałem się nad tym, co ono nam przyniosło, chociaż przeczytałem dużo. Nie bardzo się mogę zgodzić, ponieważ nie wywodziłem się z tego nurtu, że ono było konieczne, że można by było to rozwiązać inaczej..., nie wiem czy to by nie było lepsze. Właściwie mówimy tylko o czterdziestu tysiącach, które brało udział, a zginęło około dwustu, ale jak wymęczeni byli, a poza tym ci wywiezieni, którzy nie zginęli wewnątrz w murach warszawskich, tylko tam poginęli. Poszedłby pan drugi raz do Powstania? Jeżeli taka by była potrzeba naturalnie, ale to bynajmniej nie znaczy, że chciałbym organizować to Powstanie. Jeżeli ono by było, ja nie należałem akurat do tego kręgu, który chciałby być wojskowym. Do tej pory zachowałem stopień podchorążego. Dziękuję bardzo za ten wywiad. 19 maja 2005 roku Rozmowę prowadziła Małgorzata Brama Zaciszny urok Grochowa – ulica KawczaAnna Oleksiak | 16 lutego 2016 Nazwy ulic na grochowskim Witolinie w znacznej mierze wywodzą swoje nazwy od miejscowości, z których przybysze osiedlali się tutaj po przyłączeniu Grochowa do Warszawy. W ten sposób chcieli utrwalić pamięć swojej rodzinnej ziemi. Powstały wówczas takie nazwy ulic jak: Mlądzka, Bełżecka, Gdeckaczy Jarocińska. W sąsiedztwie ulic Osieckiej, Tarnowieckiej, Łukowskiej znalazła się ulica Kawcza, której nazwa odbiega od tej reguły. Jaka jest zatem etymologia jej nazwy? Czy przyrodnicza – od nazwy ptaków, których w tej okolicy było wiele? Wszak sąsiadująca Saska Kępa miała początkowo nazwę Kawczej Kępy od gnieżdżących się tu licznie kawek. Czy też może od właściciela posesji pana Kawki? Jaka jest geneza i treść nazwy ulicy, dzisiaj trudno zgadnąć. Profesor Kwiryna Handke,autorka wielu publikacji z zakresu nazewnictwa miejskiego, uznaje, że istotą opisu nazw są objaśnienia etymologiczne, poświadczenia źródłowe i dane o genezie nazwy. „Jeżeli brak wiarygodnych poświadczeń genezy jakiejś nazwy, to jej wyjaśnienie opieramy na przypuszczeniach oraz utrwalonych regułach nazewniczych, między innymi na częstych w tym systemie analogiach i powtarzaniu pierwotnych wzorców”. Takim wzorcem może być geneza nazw warszawskich ulic Kruczej i Żurawiej, które nie mają – jakby się mogło wydawać –„ptasiego” pochodzenia. Jedna wywodzi się od podmokłego gruntu zwanego potocznie krukiem, a druga od płynącej w okolicy rzeki Żurawki. By ustalić pochodzenie nazwy ulicy – liczę na naszych czytelników. Grochów po przyłączeniu do granic administracyjnych stolicy przyciągał z Mazowsza i Podlasia ludzi różnych zawodów poszukujących rynku zbytu. Dogodnym miejscem był Witolin, a szczególnie ulica Kawcza, która w niedługim czasie została wybrukowana i oświetlona, stając się najważniejszą i reprezentacyjną jego ulicą. Wzdłuż ulicy zaczęły wyrastać jedna po drugiej, w zwartym szeregu, koszarowe kamieniczki z mansardowymi dachami. Na Kawczej, podobnie jak na okolicznych ulicach, parcele i zabudowania przyjmowały tzw. nazwy posesywne, tworzone od imion i nazwisk właścicieli. Od imienia Jana Staniszewskiego z Kawczej 28/30 zabudowania jego nazywano Janówką. Wśród charakterystycznych koszarowych zabudowań ulicy szczególnie wyróżniał się dom pana Franciszka Bilskiego, który sąsiedzi nazywali „ogrodem z bajki”. Dom otoczony był rzadkimi odmianami kwiatów i winorośli, a dodatkowej urody dodawał mu malowniczy basenik z wodotryskiem. Posesję wyróżniała półtorametrowa figura Matki Bożej – symbol zwycięstwa chrześcijańskiej Europy, jej zamontowanie w fasadzie domu było patriotycznym gestem pana Bilskiego z okazji przypadających w 1933 roku obchodów 250-lecia odsieczy wiedeńskiej. Bitwy tak bardzo ważnej dla Polaków. Dziś zabytkowa figura stoi na dziedzińcu sanktuarium Matki Boskiej Ostrobramskiej – tu, na Witolinie. Franciszek Bilski, wyczuwając koniunkturę mieszkaniową, rozbudował swoją posiadłość, na której jego ojciec prowadził gospodarkę hodowlaną. Przerobił obory i zabudowania gospodarcze na mieszkalne lokale i w krótkim czasie stał się kamienicznikiem. W latach 20. i 30. ubiegłego stulecia ulica Kawcza przeżywała swój najlepszy czas. Powstały tu liczne zakłady i warsztaty produkcyjne, Wytwórnia Silników, która była filią Zakładów Lotniczych na Okęciu. Niektórzy mieszkańcy pamiętają pozostałości po warsztatach na niektórych podwórkach ulicy Kawczej, dopóki nie stały się one zdobyczą złomiarzy. Wrzesień 1939 roku zapisał się krwawo w historii ulicy. Bombardowania kampanii wrześniowej częściowo zniszczyły wiele domów, a drewniany dom pod numerem 31 uległ całkowitemu zburzeniu. Mimo że mieszkańcy kryli się w piwnicach, nie wszystkim udało się uniknąć tragedii. Wśród nich była przybrana ciotka Mirona Białoszewskiego – Zofia, którą poeta często wspominał w swoich utworach: „Mignęła mi ulica Kawcza, od tylnego końca, w kocich łbach, domkowo-chałupowa, z parkanami. Ale speryferyjniała! To znaczy, przesunęła się do miasta, ale nabrała łobuzerskiej sielskości. A przecież tu zamieszkali w 1930 roku siostra i szwagier Zosi Romanowskiej z rogu Leszna i Wroniej, tu jako w miejscu raczej wytwornym. Między polami, łąkami, pustkami. Tu 8 września 1939 roku Zosia ściągnęła z Ogrodowej bratową. I tu we czworo zginęli od bomby. Dawno się tu zmieniło. Kiedy już mój znajomy z placu Szembeka mówił o grandzie z Kawczej”. Lata okupacji przeminęły tu w miarę spokojnie. Na Kawczej, w mieszkaniu Jerzego Berowskiego– działacza polskiego podziemia zbrojnego – ukrywał się Ryszard Biełous ps. „Jerzy”, dowódca batalionu „Zośka”, który wsławił się w Powstaniu Warszawskim. Okolica i leżące trochę na uboczu ulice Witolina były dobrym miejscem do działań konspiracyjnych. Na sąsiedniej ulicy Osieckiej w czasie powstania mieszkał Henryk Ostrowski ps. „Heniek”– bohater „Kamieni na szaniec” – i tu został aresztowany przez Gestapo. Dziś po przeciwnej stronie ulicy mieści się szkoła podstawowa im. Batalionu Zośka – zgrupowania, do którego należeli „Heniek” i „Jerzy”. We wrześniu 1944 roku Kawczą wyzwoliły wojska radzieckie, których ofensywa zniszczyła więcej zabudowań niż bombardowania wrześniowe. Niejednokrotnie na Kawczą spadały niecelne bomby przeznaczone dla pobliskiego lotniska na Gocławiu, a starzy mieszkańcy wspominają gwałty i okrucieństwa, jakich dopuszczali się „wyzwoliciele”. Powojenną Kawczą z wielkim sentymentem wspomina pani Krystyna Anna Szymczyk, która tu spędziła swoje dzieciństwo, chodziła do szkoły, a dziś mieszka tu jej syn. Opowiada o spacerach z ojcem ulicą Kawczą wśród pól, łąk i działek do „kanałku”, za którym rozciągało się gocławskie lotnisko. W jej pamięci zachował się powojenny klimat ulicy, nie tylko jej zabudowy, ale również wzajemnych sąsiedzkich relacji. Wydawało się, że na Kawczej mieszkali ludzie wszystkich profesji – mówi pani Krystyna Anna –krawiec, szewc, akuszerka, modystka, kuśnierz, a także mieściły się tu sklepiki prawie wszystkich branż– cukierniczy pod numerem 59, mięsny na rogu Grochowskiej, drugi przy Pustelnickiej, warzywny z wodą sodową w syfonach, papierniczy, spożywczy pani Wodalskiej na rogu Sulejkowskiej, mydlarnia, na której drzwiach wisiała tabliczka: „Mydłem Majdego umyjesz każdego”. Tyle wszystkiego na jednej ulicy Kawczej! W topografii Grochowa ulica wytyczona została za czasów II Rzeczypospolitej między ulicami Ostrobramską i Grochowską. W latach 70. ubiegłego stulecia została skrócona do ulicy Łukowskiej w związku z budową osiedla mieszkaniowego Ostrobramska i tu dziś rozpoczyna się jej bieg w kierunku Grochowskiej. Kawcza nadal w znacznej części zachowała swoją dawną skromną przedwojenną zabudowę. Szczególnego uroku ulicy dodają dobrze zachowane po obu jej stronach wieloletnie drzewa i dawne przedwojenne żeliwne pastorały – uliczne latarnie z ciepłym miodowym światłem. Tak jak w pejzażu całego Grochowa – na Kawczej nowy apartamentowiec „Villa Kawcza” sąsiaduje ze starą zabudową pudełkowych budynków, murowanych kamieniczek, na których fasadach odczytać można daty ich powstania. Mały kantorek pod numerem 51, z wejściem prosto z ulicy po schodkach, na których stoją kwiaty w doniczkach… Właścicielki opowiadają o historii tego miejsca. Po wojnie w tym niewielkim pomieszczeniu naprawiał parasole i lalki „pan Lalek”– tak nazywali go sąsiedzi z Kawczej. Później pan Sylwester świadczył tu usługi krawieckie… A dzisiaj uroczo zaaranżowana pracownia artystycznego krawiectwa wpisuje się w dawny pejzaż i klimat ulicy. Z wielkim sentymentem wspominają panie sąsiada z rogu Jarocińskiej, który prowadził wytwórnię szkła laboratoryjnego i termometrów z podziałką co pół stopnia. Dzisiaj drzwi wytwórni są zamknięte i zniknął szyld nad nimi… Od roku nie ma już właściciela wytwórni wśród nas. Nad pracownią, na piętrze, mieszka pani Wiesia, która o Kawczej wie wszystko i jej poświęca swoje społeczne działania. Sentymenty, sentymenty… Na ulicy Kawczej, wśród błogiej ciszy i zieleni, do dziś zachował się klimat starego Grochowa. Źródła: W artykule wykorzystałam informacje zawarte w następujących publikacjach: - Kwiryna Handke „Polskie nazewnictwo miejskie” - Kwiryna Handke „Właściciele i patroni w nazwach miejsc na terenie Grochowa” – „Kronika Warszawy” 2007, nr 1(132) - Jerzy Kasprzycki „Korzenie miasta”, „Praga” - Miron Białoszewski „Chamowo” i „Tajny dziennik” oraz wspomnienia mieszkańców ulicy Kawczej. Zobacz również Spacer po Grochowie z UTMNowe ulice na Pradze-Południe z komunikacją zbiorowąSpotkanie w sprawie rewitalizacji społecznej Grochowa i Kamionka Tagi: Kawcza, zaciszny urok grochowa, Grochów, historia Grochowa, wspomnienia mieszkańców Komentarze użytkowników (0) Dodaj komentarz Kazimiera Woźniak (z domu Nowak) urodziła się 8 lutego 1928 roku w Śremie. W 1933 przeniosła się z rodziną do Ostroroga. Bardzo wcześnie straciła rodziców; w 1937 roku zmarł ojciec, a rok później matka. Wraz z siostrą Heleną (ur. 1923) pod okiem sądownie nadanego opiekuna prowadziły restaurację i sklep spożywczy pozostałe po wojny był dla Kazimiery oraz jej siostry traumatycznym przeżyciem.– Pamiętam, jak do Ostroroga wjechali Niemcy – mówi Kazimiera – i jak wielki nas ogarnął strach, a strach to był okropny, ponieważ byłyśmy same i bez starszej osoby (opiekun poszedł na wojnę). Żyłyśmy w ciągłej niepewności – grudnia 1939 roku niemieccy żandarmi wpadli do domu sióstr, zawiadomili, że ojciec (Powstaniec Wielkopolski) miał broń, zrobili rewizję i wywieżli je wraz z innymi rodzinami z Ostroroga do więzienia we Wronkach. Warunki w więzieniu były koszmarne, więźniowie dostawali jeden posiłek dziennie – bardzo słoną zupę – którą z trudem się jadło i po której odczuwało się wielkie pragnienie. 8 grudnia wygnano więźniów z więzienia i pędzono – batami – do dworca kolejowego, a następnie załadowano ich w bydlęce wagony. Podróż bez pożywienia i w wielkim mrozie trwała dwie doby. Dla dziewczynek – które zostały bez rodziców i bliskich osób – podróż ta była kolejną traumą. 10 grudnia pociąg dojechał do Jędrzejowa (znajdującym się w Generalnym Gubernatorstwie). Nie wszyscy tę podróż przeżyli; ci którzy przeżyli, mieli odmrożone części ciała. Siostry zakwaterowano w pomieszczeniu po sklepiku (które było puste, nieogrzane, z wybitą szybą). Ciężko pracowały w kuchni „Sonderdienst” (niemieckiej policji pomocniczej).W 1943 roku siostra Kazimiery wyszła za mąż i wyjechała do Warszawy. Na początku 1944 – z tęsknoty za Heleną – Kazimiera przyjeżdża do stolicy. Mieszka wraz z nią i szwagrem na Mokotowie, na ul. sierpnia 1944 o godz. roku syreny w Warszawie zaczęły wyć. Dom, w którym mieszkała Kazimiera z bliskimi, już pierwszego dnia powstania był ostrzeliwany przez Niemców. – Ostrzeliwano nas z dołu i z góry, były bomby, pociski, moździerze i strzały karabinowe – mówi Kazimiera Woźniak. Byliśmy otoczeni przez Gestapo, SS i żandarmerię, ponieważ niedaleko – na ul. Kazimierzowskiej – była siedziba SS, a wszędzie byli zakwaterowani Niemcy. To był szok, to był zryw. Entuzjazm wśród młodzieży był ogromny. Już pierwszego dnia ginęli najmłodsi… Włączyłam się do powstania i wraz z innymi młodymi ukradkiem kopałam okopy, stawiałam barykady. Nie mieliśmy broni, byliśmy pod stałym ostrzałem. Wyciągaliśmy rannych z gruzów, grzebaliśmy zabitych. Ze względu na siostrę (która była wtedy w ósmym miesiącu ciąży) nie mogłam się za bardzo oddalać od domu. Przebywaliśmy wtedy (jak wszyscy mieszkańcy Warszawy) w piwnicy. 21 sierpnia Niemcy wjechali na podwórze budynku, w którego piwnicy przebywaliśmy i krzycząc „Alle Raus!” kazali nam wychodzić. Każdy się bał. Wiedzieliśmy, co nas czeka. Niemcy albo zganiali ludzi do piwnic i wrzucali tam granaty albo wyciągali ludzi z piwnic i rozstrzeliwali na podwórzu lub ulicy. Wyszłam pierwsza z piwnicy, przeżegnałam się. Następni zaczęli wychodzić, niektórzy wybiegali na ulicę, inni uciekali przez dziury na inne podwórza. Ja wybiegłam na ulicę i zostałam postrzelona w lewą rękę przy nadgarstku, w lewą nogę powyżej uda (tę kulę mam do dzisiaj) oraz w brodę, co skutkowało ubytkiem zębów i raną nad językiem. Obok mnie biegła sąsiadka, Helena Stępniowa, zginęła na miejscu. Natomiast ze mnie lała się krew, byłam w wielkim szoku i bólu, chciałam wołać: „Gdzie jest siostra?”, ale nie mogłam, ponieważ miałam przestrzeloną szczękę, potrzaskane kości, a to wszystko puchło – dodaje serii otrzymanych strzałów zasłabła, ale ktoś ją złapał na ulicy i zaniósł do jednej z piwnic. Później zaniesiono ją do szpitala, najpierw do szpitala na ul. Odyńca, stamtąd skierowana została do szpitala Elżbietanek (który był przeznaczony dla powstańców). W szpitalu odbyła się skomplikowana operacja. Wszystkie zabiegi, które jej wykonano, odbywały się bez podania środków znieczulających, tabletek i zastrzyków. Podczas operacji była przywiązana do stołu operacyjnego, ktoś trzymał jej głowę. Z bólu straciła przytomność. Po operacji przez jakiś czas nie mogła jeść ani sierpnia, podczas odwiedzin siostry i szwagra, Kazimiera nalegała, aby ją zabrali ze sobą z powrotem do piwnic. Spotkała się ze stanowczym sprzeciwem szwagra argumentowanym jej złym stanem zdrowia, ale ona bardzo nalegała – „na migi”, ponieważ wciąż nie mogła mówić. W końcu, bez zgody lekarzy, wraz ze szwagrem i siostrą, opuściła szpital i okopami dostali się do piwnicy na ul. Racławickiej. W ten sam dzień, o godz. dowiedzieli się, że szpital Elżbietanek został zburzony, a zginęli w nim ranni, lekarze i pozostały personel medyczny. Najbardziej zburzona była ta część szpitala, w której leżała bez opieki lekarskiej i z ropiejącymi ranami. Wciąż – z bliskimi – zmieniała piwnice. Zapasy żywności się kończyły. 21 września Helena w piwnicy, w bardzo trudnych warunkach sanitarnych i bytowych urodziła syna. Dwa dni później do ich piwnicy wpadli Niemcy, wygnali na ulicę i przepędzili do fortów mokotowskich. Ludzie bali się wchodzić do fortów, ponieważ słyszeli już o obozach i gazowaniach. Noc spędzili w lochach fortów, później zagnano ich na Służewiec, a stamtąd przewieziono do obozu przejściowego w Pruszkowie (były to hangary kolejowe z kostką brukową i szynami kolejowymi). Tam oddzielono Kazimierę od siostry i jej rodziny. Znalazła się w hali z osobami chorymi i starszymi (siostra w hali I, w której znajdowali się ludzie przeznaczeni do wywozu). Ponowne rozdzielenie z siostrą było dla Kazimiery tragedią. Ze względu na ropiejące i nieopatrywane rany udało jej się przedostać na halę, w której urzędowała niemiecka komisja lekarska. Kolejka do lekarzy była ogromna, a rany coraz bardziej bolesne. Przechodząca pielęgniarka zignorowała jej prośbę o szybsze dostanie się do komisji lekarskiej. Na płaczącą, zrezygnowaną i wyczerpaną dziewczynę zwróciła uwagę Kazimiera Drescherowa, tłumaczka lekarzy. Podeszła do niej i zaprowadziła do lekarza. Od niej też dowiedziała się, że na podstawie zezwolenia wydanego przez lekarza można przejść na inną halę (lub wyjść z obozu na podstawie stwierdzonej choroby). Po tym, jak opatrzono jej rany, Kazimiera poprosiła doktora Koniga o zezwolenie na przejście na halę I. Zezwolenie takie uzyskała; po pewnym czasie żołnierz niemiecki odczytał, że może przejść do innej hali. Pozwolenie Kazimiera otrzymała na kartce. W hali I spotkała się z siostrą, szwagrem i ich wycieńczonym w obozie w Pruszkowie robiło się coraz trudniejsze ze względu na jesienne chłody i głód. Szwagier miał odłożonych trochę złotych dolarów – za dziesięć kupił od maszynisty wiadro cynkowe. Dzięki tym dolarom przeżyli. Mając naczynie, mogli chodzić po zupę, bez niego nie mieliby możliwości jej zdobycia. Dziecko Heleny robiło się coraz słabsze. Z końcem powstania, na początku października, załadowano ich do wagonów – węglarek. Nie wiedzieli, gdzie ich wywożą. Późnym wieczorem, w czasie postoju, w polu, przed Skierniewicami, ze względu na ciężki stan zdrowia dziecka, nie bacząc na niebezpieczeństwo, udało im się wydostać z pociągu – wyskoczyli na pole. Doczołgali się na przedmieście miasta, znaleźli chatkę, w której udzielono im schronienia. Rano dostali się do lekarza, który stwierdził zgon dziecka (siostra Kazimiery później już nigdy nie mogła mieć dzieci). Syn Heleny i jej męża (ochrzczony zaraz po urodzeniu) został pochowany na cmentarzu w Skierniewicach. Rodzina trafiła następnie do mieszkania na ul. Mszczonowskiej. Rany Kazimiery wymagały intensywnego i systematycznego leczenia, dlatego postanowiła udać się – tym razem już sama – do Jędrzejowa, do lekarza Dulina (który był później dyrektorem szpitala w Szamotułach).W pociągach odbywały się w tym czasie łapanki, jednak Kazimiera nie zważała na nie i podczas podróży ukrywała się w ubikacjach. Podróż ta wymagała od kobiety wiele odwagi, ale wiara w to, że dojedzie do Jędrzejowa była ogromna. W szpitalu w Jędrzejowie lekarz Dulin skierował ją do kliniki w Krakowie. Po skomplikowanych i bolesnych zabiegach wróciła do Jędrzejowa i zamieszkała z rodziną, z którą dzieliła celę we Wronkach. W grudniu do Kazimiery przyjechała także siostra z mężem. 17 stycznia 1945 roku do Jędrzejowa wkroczyli Rosjanie. Kazimiera zrozumiała, że wojna się kończy. Przed Wielkanocą przyjechała do Śremu, później do Ostroroga, a tam starała się – po raz kolejny – zacząć życie od nowa. Kontynuowała leczenie w klinice w Woźniak po wojnie pracowała w restauracji (u siostry i szwagra) w Ostrorogu, później w Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska” na stanowisku pracownika umysłowego (w latach 1957-1963 była wiceprezesem zarządu do spraw handlu), była radną Miasta i Gminy Ostroróg, ławnikiem Sądu Rejonowego w Szamotułach, działała w Towarzystwie Przyjaciół Dzieci i w Polskim Czerwonym Krzyżu, a po przejściu na emeryturę w Polskim Związku Emerytów i Rencistów. Otrzymała medale za zasługi dla województwa poznańskiego i miasta Ostroróg, za zasługi dla Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych, medal Związku Inwalidów Wojennych „Wieczna Chwała Niepokonanym”, medal 50-lecia wyzwolenia z Obozów i Więzień II Wojny Światowej, a także medal matki i medal z okazji 50-lecia pożycia małżeńskiego. Jest Kombatantem i Osobą Represjonowaną I grupy.– Moje dziecięce, sieroce przeżycia wojenne pozbawiły mnie domu i pozostawiły wspomnienia wielkiego okrucieństwa, cierpienia i bólu – mówi Kazimiera – Podczas powstania wiele osób poniosło bezsensowną śmierć. Mimo tego, że cały czas się leczę, a z biegiem czasu stan mojego zdrowia ulega pogorszeniu (nie widzę na prawe oko), jestem zapraszana do szkół na spotkania z młodzieżą. To dla mnie wielkie przeżycie, ponieważ odżywają wspomnienia. Wzruszające jest także to, z jaką uwagą jestem wysłuchiwana – dopowiada uczestniczka Powstania Warszawskiego. Basia Chalińska – Dzień dobry, biuro nieruchomości? Chcę kupić mieszkanie. – Dzień dobry, tak, dodzwonił się Pan do „Sweat Home” Nieruchomości, Tomasz przy telefonie, w czym mogę Panu pomóc? – Mówiłem: potrzebuję mieszkanie. – Jakie dokładnie? – Mniejsze. – Aha… W jakiej lokalizacji? – Gdzieś tu blisko. – Aha… Coś więcej może mi Pan opowiedzieć? – Aaa, no tak, dobrze że Pan pyta – żeby wysoko nie było i żeby z okien nie było widać śmietnika. – Ok. To już wszystko? – No i najważniejsze – żeby było ładne! 🙂 Masz tu babo placek. Jest Klient, jest potrzeba, jest pierwszy kontakt i jest … czarna d…ziura. Siedzi Tomasz i duma. Zebrany wywiad wygląda marnie, ale nie chciał spłoszyć człowieka. Lista zebranych info nie grzeszy konkretami: 1. mieszkanie, 2. zakup, 3. mniejsze, 4. tu blisko, 5. niewysoko –hmmm, Tomasz sam mieszka na parterze tak zwanym „wysokim” więc co jest niewysokie?, 6. żeby nie było widać śmietnika – a taki przy alejce osiedlowej może być? czy już dyskwalifikuje ofertę? 7. ładne (Tomasz widział ostatnio czadowy loft w miesięczniku wnętrzarskim, o to chodzi?) Aaa – no i jeden konkret jest– numer telefonu na ekranie smartfona Tomasza. Tomasz spryciula zjednał sobie dzwoniącego delikwenta i już twarzą w twarz zaczyna swoje dochodzenie. Dzwoniący Poszukiwacz Mniejszego Ładnego Mieszkania Tu Blisko Bez Śmietnika, bardzo chętnie umówił się na spotkanie. Z żoną nawet przyszedł zachęcając ją słowami „Chodź Matka, ten młody nam znajdzie mieszkanie”. Pan Józek z żoną przekracza próg biura Tomasza: – Proszę usiąść – zachęca Tomasz. – A nie, nie, od razu idziemy! – oponuje Pan Józek – A gdzie? – A oglądać… Tomasz wziął głęboki wdech. – Panie Józefie, mogę się tak do Pana zwracać? Zanim obejrzymy mieszkania chciałbym zadać kilka pytań. No i się zaczęło… Na początku było łatwo, warunki współpracy omówili na stojąco, bo Klientom szkoda było czasu. Pan Józek już kilka biur przeszedł, więc to nie nowość. Inni już mu szukali, ale potem ręce rozkładali, że Klient wymagający. Do umowy trzeba dowód pokazać, telefon, „imejla” nie mają. Proste pytania to i szybko poszło. Ale reszta? Z informacji uzyskanych z pierwszej rozmowy telefonicznej – Tomasz mógłby umówić co najmniej kilkadziesiąt ofert w mieście. Bo każde jest mniejsze, niżej i ładne – zależy od punktu odniesienia. Na to ani Józkowi ani jego żonie zwanej przez niego „Matką” zdrowia mogłoby nie starczyć. Więc już po kolejnych pytaniach co oznacza „mniejsze” i „tu blisko” Pan Józek usiadł z Matką przy stole. Tomasz notuje usłyszane informacje i o zgrozo – pyta dalej! A piętro? A czy widoku nie szkoda, a zdefiniujmy „śmietnik”, „ładnego” póki co nie dotyka. Dojdą i do tego. – A co to ja na spowiedź tu przyszedłem? – dziwi się Pan Józek. Tomasz miło i z uśmiechem brnie dalej „Panie Józefie, żebym zrozumiał dobrze Państwa potrzeby i znalazł szybko optymalną ofertę zapytam jeszcze skąd taka decyzja?” A że w oczach Pana Józka Tomasz zaczął się jawić jako poczciwy chłop, to się wyrwało, że dzieci poszły w świat, każde jest na swoim, że wiatr po mieszkaniu hula, bo metrów dużo, kamienica wysoka a koszty ogromne bo piec elektryczny ciągnie. Na to żona, się wtrąciła, że na święta to się wszystkie dzieci zjeżdżają a i wnuki na wakacje też by chciały przenocować, ale co zrobić jak zaoszczędzić trzeba – to i metrów mniej musi być. Tu już swój sklep ma ulubiony za rogiem i nigdzie indziej nic nie kupuje. Już przy herbacie z dwoma czubatymi łyżeczkami cukru Pan Józek wspomniał, że teraz w mieście to mu tylko szwagier został z którym w karty można pograć. Ale, że mieszka po drugiej stronie miasta to i nie ma jak się z nim widzieć, bo samochodu nie mają. Żona zwana „Matką” wspomniała, że jej Józek na kolana narzeka, i że chodzić coraz trudniej – więc sił nie ma na te czwarte piętro ich kamienicy się wdrapać, to teraz niżej musi być. Że mieszkanie choć trudno będzie się do mniejszego przyzwyczaić (bo te wnuki), to musi być małe, bo żeby po sprzedaży tego czwartego piętra coś na zapas starczyło do emerytury dołożyć. A że ona kiedyś o ogródku marzyła, bo tak kwiaty lubi i ciszę, i słońce, co by na starość kości wygrzać. A tu w kamienicy balkonik malutki od ulicy z tramwajem. Ponarzekali, że już tyle widzieli mieszkań, co to niby takie miały być jak mówili – mniejsze, nisko, taniej, ale już tracą nadzieję, bo albo za małe jednak było, albo sam parter – a to niebezpiecznie może, że takie „za nowoczesne” też widzieli, bo to mody teraz takie, a oni jak w szpitalu się poczuli, bo biało i szaro było w środku. Wmawiali im wszyscy, że to podobno ładne teraz – a oni jeszcze trochę chcą czuć, że żyją a nie, że już na oddziale szpitalnym mieszkają. Przy drugiej herbacie Pan Józek wygodnie rozsiadł się na krześle w biurze i o wędkowaniu zaczął historię jak to kiedyś ze szwagrem szczupak jak dąb im wędkę złamał. I że to były czasy…Tomasz słuchał i słuchał, coś notował, dopytywał i tak zleciały dwie godziny… bo potem do doktora się spieszyli, a tak jakoś zleciało w tym biurze przy herbacie. Pan Józek wyszedł „wyspowiadany” i nawet się nie zorientował, że nic tego dnia nie obejrzał, za to Tomasz zgrabnie umówił się z nim na najbliższy poniedziałek na „konkret”. W poniedziałek pojechali – do zupełnie innej dzielnicy – innej niż ta „tu blisko”, w której do tej pory zeszli wszystkie mieszkania – w sumie nie potrafili powiedzieć, czemu tylko w tej dzielnicy „tu blisko” szukali. Bo sklep blisko? Ta nowa gdzie indziej, ale za to blok obok Szwagra Od Kart! I przy tym samym sklepie sieciowym co tam w centrum! Piętro? – szóste! Ale winda jest to i Józkowe kolana odpoczną, a to o to chodziło! Że też nie pomyśleli wcześniej! Namiastka ogrodu za oknem jest nawet bo piękna loggia – od południa – surfinie będą się pięknie chować, fotel się wystawi, na topole pod blokiem popatrzy. Śmietnika nie widać – bo tym „śmietnikiem” do tej pory nazywali plac budowy nowej handlowej kamienicy po sąsiedzku. No i w ogóle…. piękne takie, bo w boazerii – podobnej jak u nich w mieszkaniu w kamienicy do tej pory i firanki takie ładne, i łazienka z kwiatowym wzorkiem, że aż „Matka” się uśmiechnęła do Tomasza, bo ci agenci wcześniej mówili jej, że szare betonowe płytki to teraz niby „ładne”. Co to ci młodzi teraz już gustu nie mają! A ten miły Tomasz młody a gust ma! 😉 A i lampy normalne na środku sufitu a nie jakiś ledowe węże co to zimne światło dają. A do tego … wcale nie mniejsze, wnuki się pomieszczą w wakacje! –ale przy tym sporo tańsze niż ich dotychczasowe w kamienicy przy głównym deptaku miasta. Tomasz sprawdził, że wysoki blok na obrzeżu miasta jest na tyle tańszy, że i spora górka zostanie po sprzedaży, więc i emerytura spokojniej zleci. Tomasz wręcza opis mieszkania Panu Józkowi a do tego kartkę -rozkład jazdy autobusu z przystanku pod blokiem: – Panie Józefie – to dla Pana – ten autobus, który się tu zatrzymuje – tylko 2 przystanki dalej ma postój przy jeziorku. Pozwolenie na wędkowanie tylko Pan wykupi. Szczupaki tam biorą! 😉 – mruga porozumiewawczo. … I tak Pan Józek pakuje z „Matką” walizki. Mieszkanie czeka. Mówili: mniejsze, niżej, blisko – w centrum, bez śmietnika za oknem a tu: większe, wyżej, w dzielnicy Szwagra, daleko od hałaśliwego centrum, z surfinią na poręczy – i to jest to, czego im było trzeba! „Matka” jakaś weselsza, bo do siostry blisko, a i wnukom pokój szykuje, Józek już wędki ogląda. Ojjj… nie posłuchał ich ten Tomasz? A może właśnie odwrotnie – posłuchał… lepiej niż inni! Posłuchał emocji i tego czego potrzebowali, a czego nie nazwali. Tomasz w zaciszu biura dopina sprzedaż ich czwartego piętra kamienicy, którą mu zlecili. Z umowy obiecane honorarium Tomaszowi zapłacą, a do tego Pan Józek, w podziękowaniu pierwszego szczupaka Tomaszowi zawiózł – za to, że po tej „spowiedzi” u Tomasz od razu do prawdziwego raju ich zabrał… 😉 Pośrednik w obrocie nieruchomościami, kobieta aktywna, marzycielka. Współorganizuje spotkania branżowe, promuje współpracę między biurami, słucha ludzi, wywołuje dyskusje, wyciąga wnioski... i opisuje. Genealogia Poszukuję zasobów, informacji - Warszawa - Przedwojenna numeracja (nazwy) ulic Markus - 13-05-2010 - 13:42 Temat postu: Warszawa - Przedwojenna numeracja ulic Witam! Czy ktoś wie, gdzie mogę znaleźć informację, jaki numer domu posiada obecnie nieruchomość, której znam numer z okresu międzywojennego? Konkretnie chodzi mi o ulicę Grochowską, na której odwrócono numerację w 1935 roku. Nie wiem też, czy w międzyczasie czegoś nie zmieniono, np. wyburzono jakieś budynki albo postawiono nowe (i jaki to ma wpływ na obecną numerację). Szukałem bardzo dużo w internecie, ale bez rezultatu, niestety. Znalazłem nawet stare atlasy Warszawy, ale z reguły nie posiadają one dokładnych numerów, a ja chciałbym z całkowitą pewnością ustalić, gdzie znajduje się budynek, którego przedwojenny adres znam. Może powinienem zwrócić się do urzędu dzielnicowego? Ale jakiej komórki organizacyjnej? Byłbym wdzięczny za jakieś sugestie. Pozdrawiam, Markus Sroczyński_Włodzimierz - 13-05-2010 - 14:57 Temat postu: Przedwojenna numeracja ulic w Warszawie Pewność to jedynie KW i porównanie działek z numerami ewidencyjnymi Prawdopodobieństwo spore (ale nie pewność) to prześledzenie zmian, opierając się "znanych punktach w czasie (A,B,.." i znalezienia odpowiednich stałych w przestrzeni "(a,b,c,...) Jakich? np punkt A. ... p;dirids=4 Rok 1930, adres, numer hipoteczny, właściciel wg ww Grochowska 16 to KW 1238, Czarnowski Edmund Grochowska 18 to KW 948 (3?), Nowacka Bronisława Grochowska 20 to KW 1544, Getter Ludwik w ciut dalszej okolicy dość stałe punkty (parafia, poczta) tu można odbić ze ścieżki i od razu poszukać KW o znanym numerze ("sąd hipoteczny"/"APW") albo kontynuować bo wszystko dalej jest w sieci;) Punkt/"układ odniesienia" B (po zmianie numeracji) Książka telefoniczna 1938/1939 Punkt/"układ odniesienia" C (po zmianie numeracji) Fotoplan 1935, Mapa 1939 ... Historical w ww serwisie - topografia i mapy własności ... opertyMaps i kilka innych:) a dalej jeśli potrzeba jest ustalenia pewnych informacji -sprawdzić księgi wytypowanych 2-3-4 nieruchomości "podejrzanych" rozpoczynając od najbardziej prawdopodobnej Grochowska na całej długości miała odwracaną numerację? w większości aż takich zabiegów to nie wymaga - niewiele ulic miało aż tak rewolucyjne zmiany w numeracji, na ogół znajdzie się jakiś stały punkt w sąsiedztwie pozwalający przyporządkować dane z "wtedy" do widoku "teraz" i danych aktualnych często kilka minut w podlinkowanym serwisie warszawskich map plus porównanie nieosiągalnych w sieci da "prawie pewność" ale żeby wyeliminować "prawie" należy prześledzić dokumenty własności -potwierdzić to czego się domyślamy Pozdrawiam DanutaP - 13-05-2010 - 19:48 Temat postu: Przedwojenna numeracja ulic w Warszawie Interesujące zagadnienie. W roku 1935 zmieniono numery policyjne ulicy Smoleńskiej – również Praga. Do tej pory uważałam, że numery hipoteczne pozostały bez zmian, ale po przeczytaniu Twojego postu naszły mnie wątpliwości. Podaj o jaki numer Grochowskiej pytasz? pozdrawiam Danka Markus - 14-05-2010 - 17:14 Temat postu: Panie Włodzimierzu - serdecznie dziękuję! Raczej bym na to nie wpadł, bo nie wiedziałem kompletnie, że numery KW mogą tu coś pomóc. W takim razie muszę się chyba wybrać do hipoteki, bo niestety przeszukanie książki telefonicznej nie pomogło. Odpowiadając na pytanie: z tego, co mi wiadomo, odwrócenie numeracji dotyczyło całej ulicy. Albo, mówiąc dokładnie: nie znalazłem żadnych informacji, które by sugerowały, że było ono "częściowe". Jeszcze raz dziękuję za wyszukanie tego wszystkiego dla mnie. Ta książka adresowa jest rewelacyjna. DanutaP napisał: Interesujące zagadnienie. W roku 1935 zmieniono numery policyjne ulicy Smoleńskiej – również Praga. Do tej pory uważałam, że numery hipoteczne pozostały bez zmian, ale po przeczytaniu Twojego postu naszły mnie wątpliwości. Podaj o jaki numer Grochowskiej pytasz? ... Pani Danuto, te zmiany CHYBA były częścią szerszej akcji, mającej ujednolicić zasady numerowania budynków w Warszawie. To by wyjaśniało zmiany numeracji tych dwóch ulic w jednym roku. Nie pamiętam dokładnie (więc proszę tego nie brać całkowicie "na serio"), ale natrafiłem na informację, że w pewnym momencie postanowiono w jednolity sposób powiązać numerację i kierunek biegu Wisły. Niestety zupełnie nie wiem, gdzie w internecie udało mi się to wyszperać. A szukany przeze mnie numer to 18. Markus Agnieszka_Szumska - 16-05-2010 - 20:01 Temat postu: Re: Przedwojenna numeracja ulic w Warszawie Witam! Panie Włodzimierzu, dzięki Panu odnalazłam przedwojenną Malborską, ale niestety nikt nie jest w stanie podać mi w którym miejscu znajdował się numer 21. Dziękuję za mapy Warszawy te stare i te nowe. Dzięki Panu odnalazłam własność swoich przodków. Pozdrawiam Małgorzata Amano16 - 07-10-2010 - 23:28 Temat postu: Warszawa - ul. Złota Witam Poszukuję map Warszawy z okresu II wojny światowej (Planu Miasta) dokładnie planu ul. Złotej z zaznaczonymi budynkami. Chciałbym odnaleść kamienice, która została zniszczona w wyniku działań zbrojnych. Jeżeli takie coś nie jest możliwe, proszę o podanie sposobo dociekania do jakiegoś dokumentu, który przedstawia zabudowę ul. Złotej. Pozdrawiam Sroczyński_Włodzimierz - 07-10-2010 - 23:37 Temat postu: Warszawa - ul. Złota ... Historical a kiedy zniszczona? jaki odcinek Złotej? - 07-10-2010 - 23:52 Temat postu: Witamy na Forum Proszę sprawdzić „Nasze bazy” pozycja Katalog on-line (Katalog www) -Kategoria: Mapy i Plany w tym Mapy i plany Warszawy -Kategoria : Stare fotografie, Galerie zdjęć w tym Zdjęcia ulic Warszawy Pozdrawiam serdecznie Maria uprzejmie proszę, o podpisywanie własnych postów, imieniem i nazwiskiem lub chociaż imieniem, będzie nam miło… Amano16 - 08-10-2010 - 15:22 Temat postu: Zniszczona została podczas Powstania Warszawskiego, a dokładnie jaki odcinek to nie wiem. Proszę więc dlatego o pomoc, aby jeżeli ktoś posiadał takie dane to najznakomitszą formą z nich byłby numer budynku i właściciel. Wiem, że jest to może nierealne, ale może jest ktoś taki, co dysponuje takową wiedzą. Piotr Sroczyński_Włodzimierz - 08-10-2010 - 16:00 Temat postu: podczas? na pewno? czy po? jak większość Warszawy i wiedzą dotyczącą...no właśnie czego? dane ..której z kamienic? ...czasem i dwadzieścia lat po ( w przypadku kilku znanych mi fragmentów Złotej - wyburzenie to lata 50, po koniec 40 jeszcze zamieszkałe, pod koniec 50 plac przygotowany pod "ścianę wschodnią" szczegóły np. w ... i aneksach witexgw - 08-10-2010 - 21:36 Temat postu: Amano16, miałam podobny problem z ulicą Sienną. Nie byłam pewna, czy odcinek interesującej mnie ulicy zachował się. Istotne było dla mnie dotarcie do rodzinnych metryk. Gdy już je zdobyłam, miałam numer hipoteczny (w kilku metrykach jednej rodziny dla potwierdzenia ten sam). Zaczęłam wertować księgi adresowe z poczaąku wieku i nieco późniejsze. Dzięki nim ustaliłam numer miasta też okazały się bardzo przydatne. Ku mojemu zdziwieniu, okazało się, że przy tak ogromnych zniszczeniach tej ulicy, skróceniu jej znacznie po wojnie, zachował się interesujący mnie fragment. Fotografii kamienicy nie mam, ale pocieszyłam się odnalezieniem miejsca, gdzie mieszkali moi przodkowie. Mam nadzieję, że przy możliwościach, jakie daje nam Internet nie zaszła pomyłka. W poźniejszych poszukiwaniach w ten sam sposób odnalazłam kamienicę na ulicy Chmielnej i Zielnej. A tutaj odkopałam fotografie okazałych kamienic, znalezionych w Internecie, oczywiście na stronie GRażyna Amano16 - 09-10-2010 - 11:24 Temat postu: Dziękuję bardzo Piotr jotzet - 29-12-2010 - 00:10 Temat postu: Skorowidz ulic Warszawy i inne...(1937) Skorowidz ulic Warszawy i inne...(1937) Dysponuję czasowo bardzo ciekawym i pomocnym w badaniach genealogicznych źródłem danych. Jest to książkowe wydanie Kalendarza na 1937 rok, poświęcone czterdziestoleciu działalności warszawskiego pogotowia ratunkowego, 1897 – 1937. Zawiera Dział Informacyjny, a w nim skorowidz ulic, następnie spis ulic, których nazwy zostały zmienione, spis lekarzy warszawskich wraz z adresami, podobna lista adwokatów itd Koleżanki i koledzy zajęci indeksowaniem warszawskich parafii, być może dysponują tym, lub lepszymi pomocami, ale sam wiem jaki to kłopot i trudność ustalenia właściwej parafii dla danej ulicy, lub jej części. Poniżej skany wybranych zasobów informacji. Jest to obszerny materiał, więc o ile jest zapotrzebowanie, to mogę go w odpowiednim miejscu forum umieścić. Z kilku powodów tylko ta forma udostępnienia jest możliwa. PS Pamiętajcie! Przed zabawą sylwestrową, zamiast tranu pijcie JECOROL magistra A. Bukowskiego. Pozdrawia Janusz Zawadziński grazia27 - 29-12-2010 - 01:32 Temat postu: Skorowidz ulic Warszawy i inne...(1937) Witam serdecznie, proszę o informację odnośnie ulicy Złotej, nazwisk Gutt, Strawiński, Czernichowski. Dwa pierwsze linki nie otwierają się, błąd serwera. W ostatnim linku znalazłam zmianę ulicy Czystej, występuje dwukrotnie, myślę, że mnie dotyczy ta w Śródmieściu, dotycząca parafii Wszystkich Świętych. Nie wiem jaki jest układ i zasób posiadanych materiałów i czy właściwie formułuję swoje pytanie i prośbę . Z tematem wyszedł Pan dla mnie w dziesiątkę, bo wczoraj dostałam akta ślubu, właśnie z tej parafii i zastanawiałam się nad danymi, których i gdzie mam szukać! Bardzo dziękuję za pomoc i serdecznie pozdrawiam. Grażyna OchAdamek - 30-12-2010 - 16:48 Temat postu: Witam Grażynę Wszystko jest OK! Trzeba pobrać i zainstalować w swoim PC program do otwierania i przeglądania takich plików : z adresu: Pozdrawiam Adam algaa - 16-01-2011 - 15:10 Temat postu: Warszawa ul. Czerniakowska Zwracam sie z prosbą i informacje osób zamieszkałych lub cokolwiek wiedzących o ul Czerniakowskiej moja babka mieszkała na tej ulicy pod nr 129 do 1944 roku. moze ktos tam mieszkał i posiada informacje? Pod nr 128 miesci sie Liceum Ogolnokształcące im Jana III Sobieskiego. Tak jak i przed wojną budynek jest do dzis. nie mogę jednak znaleśc w spisach budynku nr 129 na ul Czerniakowskiej. Proszę i bede wdzięczna za info. Pozdr Agnieszka. Rzeszotek_Łukasz - 16-01-2011 - 16:47 Temat postu: Warszawa ul. Czerniakowska Witam serdecznie, Nr 129 nadal istnieje. Znajduje się on na wysokości kładki przechodzącej nad czerniakowską tuż obok ulicy Hołówki. Proponuję przejrzeć mapę historyczną znajdującą się pod adresem: ... Historical Ewentualnie na mapach zamieszczonych w programie Google Earth. Taką uwagę mam na przyszłość To, że numer 129 jest w kolejności po 128 nie oznacza, że budynek z numerem 129 będzie tuż obok, bądź vis-a-vis. W Warszawie istnieje pewna "dowolność" wynikająca ze wcześniejszych działek o zróżnicowanej wielkości. Także, proszę się nie zrażać, jeśli nie znajdziemy w sąsiedztwie interesującego nas budynku ///EDIT Faktycznie, przed wojną pod numerem 129 stał dom, którego wypalone mury widoczne są jeszcze na zdjęciach z 1945. Polecam wspomniane wcześniej odnośniki. Współrzędne adresu Czerniakowska 129: 52°12' 21° 2' algaa - 16-01-2011 - 20:38 Temat postu: Warszawa ul. Czerniakowska Bardzo dziekuję za info Pozdr Agnieszka. Rzeszotek_Łukasz - 17-01-2011 - 00:52 Temat postu: Warszawa ul. Czerniakowska Może warto również pójść do AP Warszawa i zajrzeć do zasobu Referatu Gabarytów. Znajduje się tam wiele cennych zdjęć, które powstawały w latach 1935-1945, a które prezentują architekturę przedwojennej Warszawy. Może jest tam i Czerniakowska 129 Wiciu - 26-03-2011 - 11:35 Temat postu: księgi hipoteczne z Warszawy Witam, znam przedwojenne adresy zamieszkania w Warszawie kilku moich przodków (numery policyjne oraz hipoteczne). Chciałbym dowiedzieć się czy jest może jakiś plan Warszawy przedwojennej zawierający numerację domów? Jakie informacje można znaleść w księgach hipotecznych sprzed wojny i gdzie ich szukać (AGAD?)? z gółry dziękuję za pomoc/rady pozdrawiam Paweł Witczak Sroczyński_Włodzimierz - 26-03-2011 - 12:51 Temat postu: księgi hipoteczne z Warszawy plan z hipotecznymi -Lindleya - dla większości wystarczy z policyjnymi: rozproszone (np Warszawa1939) księgi: sąd + "hipoteka warszawska" w APW zawierają? to samo co obecnie, czasem ciut więcej (do kopii gazet z ogłoszeniami włącznie) manyek2112 - 22-06-2011 - 09:39 Temat postu: Re: Przedwojenna numeracja ulic w Warszawie Witam! Odgrzeję trochę temat. Mam pytanie. Co oznacza w podanej wyżej publikacji, Książka informacyjno-adresowa "Cała Warszawa" 1930, wpis w kolumnie " - - dotyczy to np. ulicy Kaleńskiej Pozdrawiam Piotr Malgonia - 22-06-2011 - 11:34 Temat postu: Re: Przedwojenna numeracja ulic w Warszawie Witam! A ja szukam i znalezdz nie moge.... Czy ktos wie, gdzie byla w Warszawie w latach 30-tych (XX. wieku) ulica Piusa XI? Pozdrawiam Gosia Sroczyński_Włodzimierz - 22-06-2011 - 12:30 Temat postu: Re: Przedwojenna numeracja ulic w Warszawie google się zwiesiło? ... I+Warszawa Markus - 12-11-2012 - 17:05 Temat postu: Pozwolę sobie podbić temat i zadać jedno podstawowe pytanie: gdzie szukać numerów KW dla danego adresu? Trzy udało mi się znaleźć w książce adresowej "Cała Warszawa" z 1930, ale jednej ulicy (Dobrowoja) w ogóle tam nie ma. Jak ustalić obecny numer KW dla danej nieruchomości? Pozdrawiam, Markus Kaczmarek_Aneta - 13-11-2012 - 21:04 Temat postu: Witaj, ulicy Dobrowoja w roku 1930 jeszcze nie było, dlatego nie możesz jej zlokalizować. Nazwa musiała zostać nadana powstać pomiędzy 1932 a 1934 r. - odzwierciedlają taki stan rzeczy historyczne mapy Warszawy. Tu dla przykładu - mapa z 1932 (ulicy w spisie brak): oraz mapa z roku 1934, gdzie ul. Dobrowoja już figuruje. Pozdrawiam Aneta Markus - 14-11-2012 - 20:27 Temat postu: Kaczmarek_Aneta napisał: Witaj, ulicy Dobrowoja w roku 1930 jeszcze nie było, dlatego nie możesz jej zlokalizować. Nazwa musiała zostać nadana powstać pomiędzy 1932 a 1934 r. - odzwierciedlają taki stan rzeczy historyczne mapy Warszawy. Tu dla przykładu - mapa z 1932 (ulicy w spisie brak): oraz mapa z roku 1934, gdzie ul. Dobrowoja już figuruje. Pozdrawiam Aneta Witam! Dziękuję za informację - to by się doskonale zgadzało z okresem zamieszkania moich krewnych. A jak rozumieć, że wcześniej tej ulicy nie było? Została zbudowana jako nowa od podstaw, czy zmienioną nazwę jakieś innej? Wciąż myślę też nad tym, jak ustalić numer hipoteczny dla jednej z nieruchomości przy tej ulicy... Z tego co wiem, pisać do AP chyba nie ma sensu, oni możliwości ustalenia numeru na podstawie adresu nie mają. A żeby skorzystać ze zbioru KW, trzeba podać numer. Pozdrawiam serdecznie, Markus Kaczmarek_Aneta - 14-11-2012 - 21:06 Temat postu: Jeśli chodzi o księgi adresowe, w których podawano zarówno numery hipoteczne, jak i policyjne poszczególnych posesji, to najmłodszą, dostępną online (jaką znam) jest właśnie "Cała Warszawa 1930" Nie oznacza to, że nie było jeszcze młodszych, ale te fizycznie mogą być dostępne w APW na Krzywym Kole (księgi są na 100%). Spróbuj skontaktować się z archiwum i ew. to potwierdzić. Drugi pomysł, jaki przyszedł mi do głowy to skorzystanie również na miejscu w APW z zespołu "Hipoteka Warszawska". Więcej o nim w wątku: ... t=hipoteka Jeśli Twoi przodkowie byli właścicielami jednej z posesji przy Dobrowoja, a nie była i nie jest to ulica długa, może trzeba będzie wytypować numery hipoteczne domów z tej ulicy i po kolei sprawdzić dokumenty? Nie wiem tylko, czy będzie to możliwe do realizacji przez Ciebie, czy raczej poprzez kwerendę. Pozdrawiam Aneta Ps. a propos ulicy Dobrowoja, miałam oczywiście na myśli okres, w którym nadano jej nazwę. Droga mogła być wytyczona dużo wcześniej. Markus - 18-11-2012 - 22:36 Temat postu: Kaczmarek_Aneta napisał: Jeśli chodzi o księgi adresowe, w których podawano zarówno numery hipoteczne, jak i policyjne poszczególnych posesji, to najmłodszą, dostępną online (jaką znam) jest właśnie "Cała Warszawa 1930" Nie oznacza to, że nie było jeszcze młodszych, ale te fizycznie mogą być dostępne w APW na Krzywym Kole (księgi są na 100%). Spróbuj skontaktować się z archiwum i ew. to potwierdzić. Drugi pomysł, jaki przyszedł mi do głowy to skorzystanie również na miejscu w APW z zespołu "Hipoteka Warszawska". Więcej o nim w wątku: ... t=hipoteka Jeśli Twoi przodkowie byli właścicielami jednej z posesji przy Dobrowoja, a nie była i nie jest to ulica długa, może trzeba będzie wytypować numery hipoteczne domów z tej ulicy i po kolei sprawdzić dokumenty? Nie wiem tylko, czy będzie to możliwe do realizacji przez Ciebie, czy raczej poprzez kwerendę. Pozdrawiam Aneta Ps. a propos ulicy Dobrowoja, miałam oczywiście na myśli okres, w którym nadano jej nazwę. Droga mogła być wytyczona dużo wcześniej. Witam serdecznie... ... i bardzo dziękuję za te podpowiedzi (a zwłaszcza namiar na wątek o hipotece). Skontaktuję się z archiwum, może jednak będą mogli coś pomóc. Pozdrawiam:) Markus qufel - 18-11-2012 - 23:08 Temat postu: Witam Przed wojna i w czasie okupacji, szwagier mojego dziadka Czesław Wojda prowadził w Warszawie przy ul Senatorskiej 26, restaurację "Ratuszowa". Czy jest szansa że gdzies sie zachowały jakies dokumenty dotyczace tej działalności? Jesli tak, to gdzie szukać? Kaczmarek_Aneta - 19-11-2012 - 19:21 Temat postu: Witaj Darku, jeśli chodzi o archiwa państwowe, trochę poszperałam po bazach i szczerze powiem - miałam nadzieję na jakieś stowarzyszenie restauratorów w Warszawie - niczego jednak podobnego nie znalazłam. Budynek przy Senatorskiej 26 został zniszczony w czasie II wojny światowej: ... 6&r3=0 W ogóle trudno trafić na jakąkolwiek wzmiankę o tej restauracji - może posiadasz jakieś dokumenty związane z działalnością "Ratuszowej"? Z ciekawości pytam Pozdrawiam serdecznie Aneta qufel - 19-11-2012 - 19:51 Temat postu: Niestety, żadnych dokumentów nie posiadam. Wiem to jedynie z opowieści mojego wujka. Znalazłem tylko wpis w "Ksiega adresowa Warszawy 1937r" kawiarnie str. 225 Kaczmarek_Aneta - 19-11-2012 - 19:59 Temat postu: Chciałabym jeszcze polecić książkę "W dawnych cukierniach i kawiarniach warszawskich" W. Herbaczyńskiego. Przeglądałam ją kiedyś i całkiem możliwe, że tam znalazłyby się jakieś interesujące informacje: ... Warto do niej zajrzeć. Pozdrawiam Aneta genealog1981 - 06-01-2013 - 00:13 Temat postu: numeracja przed wojenna oraz powojenna Warszawskich domow Witam Wszystkich, Jak moge sie dowiedziec jaka byla powojenna lub obecna numeracja Warszawskich domow. Karolkowa 2/ jaki numer po wojnie i obecnie leszno 150/ jaki numer po wojnie i obecnie Ja te adresy mam z aktow metrykalnych. Pozdrawiam, Sandro Sroczyński_Włodzimierz - 06-01-2013 - 00:16 Temat postu: numeracja przed wojenna oraz powojenna Warszawskich domow 1. w "inglisz" mało kto zajrzy 2. a. sprawdź w zbliżonej czasowo (do daty aktu) taryffie numer hipoteczny b. sprawdź na mapie ( historyczna), warstwa lindelya lub 1936-1940 gdzie był tenże hipoteczny c. przełącz na widok dzisiejszy i będziesz wiedział co tam dzisiaj jest gabriela_wm - 05-02-2013 - 17:59 Temat postu: Proszę o pomoc w odnalezieniu adresu Chciałabym dowiedzieć się jaki jest współczesny adres warszawski z 1924r aleje ujazdowskie 1724b ? nie potrafie tego doikładnie zidentyfikować...może ktoś pomoże Słomińska_Dominika - 05-02-2013 - 18:55 Temat postu: Proszę o pomoc w odnalezieniu adresu Hmy a jesteś pewna, że to nie jest nr hipoteki? Dawna ul Stalina 18, obecnie Aleje Ujazdowskie 18? cytat "Odnośnie przedwojennej nieruchomości warszawskiej położonej przy ul. Stalina 18 – obecnie Al. Ujazdowskie 18 ( F) dawni właściciele nieruchomości w dniu r. złożyli wniosek o przyznanie prawa własności czasowej do gruntu ....." ... mp;cad=rjt ale oczywiście możliwe, że się mylę. Jednak stawiam na to, że to nr hipoteczny domu i jest gdzieś w okolicach nr 18, czyli blisko placu Trzech Krzyży zobacz tutaj na mapie: ... h&z=18 Swoją drogą bardzo fajne kamienice z bardzo wysokimi piętrami i dwiema studniami. Piękne są. gabriela_wm - 05-02-2013 - 20:25 Temat postu: Proszę o pomoc w odnalezieniu adresu tak, to jest nr hipoteki znalazłam nr 1724 z litermi od c do f ale nie moge własnie zlokalizowac nr a i b wiec nie bardzo wiem do czego sie tak naprawde odniesc, a to jest jakoś bardzo zakręcone np w 1909 r pod nr 1724f mieszka Ławrynowicz a obecnie kamienica Ławrynowicza ma adres w zależności od źródła 22 albo 34 ...a tu jeszcze 18..... a b ? to jakaś zagadka:( Słomińska_Dominika - 05-02-2013 - 20:27 Temat postu: Proszę o pomoc w odnalezieniu adresu zobacz tutaj, był podobny temat pewnie tam jest odpowiedź co z tym zrobić ... mp;p=61416 gabriela_wm - 05-02-2013 - 20:40 Temat postu: Proszę o pomoc w odnalezieniu adresu Dziękuję bardzo za podesłanie linka:) może pomoże widzę, że to ciężka sprawa a do tego wcale nie jestem pewna czy chodzi o literke b , bo szanowny ksiądz akurat w tym miejscu strasznie nabazgrał mam ta informacje z metryki ślubu:) Słomińska_Dominika - 05-02-2013 - 20:52 Temat postu: Proszę o pomoc w odnalezieniu adresu hmy to może pora wrzucić link do metryki w dziale pomagamy, w temacie prośba o pomoc w odczytaniu? gabriela_wm - 05-02-2013 - 20:59 Temat postu: Proszę o pomoc w odnalezieniu adresu o dobry pomysł już wrzucam Małgorzata_Kulwieć - 05-02-2013 - 23:58 Temat postu: Proszę o pomoc w odnalezieniu adresu Witam, Według planów Lindleya umieszczonych na stronie ... Historical adres hipoteczny Aleje Ujazdowskie 1724 B to w tej chwili jest od strony Wiejskiej 17. Tak jakby "na plecach" współczesnego adresu Al. Ujazdowskie 20 (nr 1724 E). Pozdrawiam Małgorzata gabriela_wm - 06-02-2013 - 12:11 Temat postu: Proszę o pomoc w odnalezieniu adresu dziękuję za pomoc, rozwiązuje zagadke dalej Bednarczyk_Kamil - 25-08-2013 - 12:36 Temat postu: Jaka to ulica obecnie(Warszawa) Witam wszystkich W akcie ślubu mojego pradziadka jako miejsce zamieszkania podana jest ulica Nowe-Miasto 316. W internecie udało mi się znaleźć tylko mniejsze numery na tej ulicy. Orientuje się może ktoś z Was gdzie ta ulica, czy nawet ten numer domu znajdowałyby się dziś? Dodam, że rozchodzi się o rok 1931. dorocik133 - 25-08-2013 - 13:39 Temat postu: Jaka to ulica obecnie(Warszawa) Prawdopodobnie chodzi o tzw numery hipoteczne, którymi się wcześniej posługiwano. Ja też na początku byłam zaskoczona, że ktoś mmieszkał pod nr no 1584. Może ktoś bieglejszy w temacie podpowie, jak to się ma do policyjnych, bo wiem, że są jakieś taryfy, ale ja sama ich nie znam. Pozdrawiam Dorota MonikaMaru - 25-08-2013 - 16:47 Temat postu: Jaka to ulica obecnie(Warszawa) Podaję linki do taryf warszawskich domów. - tu podane są też cyrkuły i nazwiska właścicieli. I drugi link: ... p;dirids=1 Spis domów Warszawy i przedmieścia Praga zestawiony wg kolejnych numerów hipotecznych z podaniem odpowiadających im numerów policyjnych, nazwiska właściciela domu oraz oddziałów sądów i cyrkułów policyjnych. Jest też spis alfabetyczny nazw ulic z podaniem numerów stron, na których dana ulica jest wymieniona. Pozdrawiam, Monika Bednarczyk_Kamil - 25-08-2013 - 16:55 Temat postu: Jaka to ulica obecnie(Warszawa) Dziękuję Wam A orientuje się ktoś jak to wygląda obecnie? Czy budynek jeszcze istnieje, bądź na jakiej ulicy by się znajdował mniej więcej? el_za - 25-08-2013 - 17:39 Temat postu: Jaka to ulica obecnie(Warszawa) Proponuję w tej Taryfie posesyj z roku 1918 (najbardziej zbliżonego do roku ślubu), odnaleźć ulicę na podstawie numeru hipotecznego: ... &lp=85 A następnie dopasować położenie korzystając z Map Warszawy: ... lub planów Warszawy: Wygląd dzisiejszych budynków można obejrzeć korzytając z: owocnych poszukiwań pozdrawiam Ela Kaczmarek_Aneta - 25-08-2013 - 18:00 Temat postu: Jaka to ulica obecnie(Warszawa) Witam, proponuję taryfę z 1930 roku - wg niej Nowe Miasto nr 316 to nr policyjny 6 - budynek dziś nieistniejący. Jak wyglądał budynek przed wojną, można zajrzeć na stronę: ... 6&r3=9 Link do taryfy (od strony 210): ... p=3&QI Pozdrawiam Aneta Bednarczyk_Kamil - 25-08-2013 - 18:07 Temat postu: Jaka to ulica obecnie(Warszawa) Znalazłem A przynajmniej tak mi się wydaję, na google maps ten budynek był mniej więcej w lokalizacji: Mam nadzieję, że się nie mylę. Dziękuję wszystkim za pomoc. DanutaP - 25-08-2013 - 18:32 Temat postu: Jaka to ulica obecnie(Warszawa) Polecam na stronie szukajwarchiwach pozycję Biuro Odbudowy Stolicy. Jest to opracowanie z 1945 roku zawierające inwentaryzację wszystkich budynków w Warszawie. pozdrawiam Danka Bednarczyk_Kamil - 25-08-2013 - 19:49 Temat postu: Jaka to ulica obecnie(Warszawa) W tych opracowaniach jest jasno napisane, że budynek został całkowicie zburzony. To bardzo cenne źródło informacji, dziękuję Pani Danuto Szymański_Wojciech - 26-08-2013 - 11:55 Temat postu: Re: Jaka to ulica obecnie(Warszawa) Kaczmarek_Aneta napisał: Witam, proponuję taryfę z 1930 roku - wg niej Nowe Miasto nr 316 to nr policyjny 6 - budynek dziś nieistniejący. Jak wyglądał budynek przed wojną, można zajrzeć na stronę: ... 6&r3=9 Link do taryfy (od strony 210): ... p=3&QI Pozdrawiam Aneta To bardzo ciekawy problem i inspirujące podane wyżej źódła! Przyznaję, że nie wiedziałem, gdzie szukać tej konsekwentnie podawanej w przedwojennych Informatorach ul. Nowe Miasto. A okazało się, że to poprostu obecny Rynek Nowomiejski! Kamienica nr 6 (właściciele : Hauptmann, Rapiewicz, Muself) stała w tej pierzeji Rynku po stronie lewej, patrząc w kierunku Wisły, oddzielona nr 4 od klasztoru P. Sakramentek (nr 2). Ogółem były po tej stronie tylko 4 budynki mieszkalne, po stronie nieparzystej - znacznie więcej. Dzięki Mej Przedmówczyni za wskazówki, które wzbogaciły moją wiedzę i pozwoliły na to, że się mogłem nieco powymądrzać! W. Szymański gostel - 13-10-2014 - 09:15 Temat postu: Warszawa, Praga, ul. Ząbkowska 5 Witam serdecznie, chciałabym zwrócić się do wszystkich byłych i obecnych Warszawiaków-czy ktoś z Was mieszkał (lub zna kogoś, kto mieszkał) na Pradze w kamienicy przy ulicy Ząbkowska 5? Tam po wojnie mieszkał brat mojej babci, Józef Kozakiewicz, repatriant-żołnierz gen. Andersa, który zapoczątkował pisanie naszej rodzinnej historii, a ja przejęłam po nim schedę. Chciałabym napisać i o nim, o jego szczęśliwych latach na Ząbkowskiej 5. Niestety, nie ma już Józefa, nie ma kamienicy przy Ząbkowskiej 5, a dawnych lokatorów wysiedlono. Teraz stoi tam bezduszny apartamentowiec. Proszę, pomóżcie. Będę wdzięczna za każdą osobistą informację o tym miejscu, za każde stare zdjęcie. (to, co jest w internecie już wszystko "przepatrzyłam"). Pozdrawiam, Małgorzata Kaczmarek_Aneta - 13-10-2014 - 19:57 Temat postu: Warszawa, Praga, ul. Ząbkowska 5 Witaj Małgorzato, o Ząbkowskiej 5 zachował się u mojej Mamy na pewno artykuł ze "starej" prasy - nie wiem jeszcze czy z serii "Warszawskie Pożegnania" Kasprzyckiego czy "Warszawa Nieodbudowana" Majewskiego. Mam jednak wykaz ulic do tego pokaźnego, domowego zbioru artykułów o warszawskich ulicach i Ząbkowska 5 tam jest, a więc chętnie wykonam dla Ciebie skan - pod koniec tego tygodnia. Podaj mi, proszę, swój kontakt na PW. Pozdrawiam serdecznie, Aneta gostel - 14-10-2014 - 07:24 Temat postu: Warszawa, Praga, ul. Ząbkowska 5 Aneto, Witam serdecznie, wysłałam list na pw Pozdrawiam, Małgorzata Kaczmarek_Aneta - 17-10-2014 - 19:24 Temat postu: Warszawa, Praga, ul. Ząbkowska 5 Witaj Małgosiu, odbierz PW. Kamienica przy Ząbkowskiej 5 istnieje. Mam dla Ciebie zdjęcia. Pozdrawiam, Aneta gabriela_wm - 17-06-2015 - 13:24 Temat postu: Witam serdecznie Czy nr hipoteczny 1724e to obecnie Aleje Ujazdowskie 18? Czy 20? pozdrawiam Gaba annhof - 19-06-2015 - 10:48 Temat postu: Warszawa 20,czy ta kamienica przetrwała okres wojny Witam Państwa! Bardzo proszę o pomoc. Niedawno odszukałam moją prababcie, która zmarła w Warszawie ul. Złota 20 w 1942r. Z opowiadań wiem, że nie mieszkała w W-wie, tylko że w tym okresie czasowo tam przebywała u krewnych (posiadam akt zgonu wystawiony przez parafię Wszystkich Świętych). Bardzo chciałabym wiedzieć, czy kamienica ta przetrwała okres wojny? Kto wtedy był właścicielem kamienicy? Jest to dla mnie bardzo ważna sprawa. Być może tą drogą odszukam moich krewnych. Jeszcze jedna prośba, na jakim cmentarzu w Warszawie mogła być pochowana moja babcia- czy w tedy była jakaś rejonizacja? Każda informacja będzie dla mnie bardzo cenna, za co z góry serdecznie dziekuję. Anna Sroczyński_Włodzimierz - 19-06-2015 - 11:01 Temat postu: ad Opis stanu domów po wojnie w Warszawie: polecam kata BOS on-line ... bJednostki ew. jako pierwszą pomoc on-line ad własciciel - ksęgę wieczystą (raczej nie on-line), choć nie widzę jak ustalenie właściciela może wpłynąć ad pochówek: rejonizacji w zasadzie nie było, najłatwiej zacząć do cmentarza na Bródnie polecam "szukaj" ad księgi meldunkowe, sprawdzić czy jest dla ww adesu MonikaNJ - 19-06-2015 - 11:59 Temat postu: Witam, w 42 roku kamienica ul. Złota 20 była na rogu z ul. Wielką ; był tam skład wędlin i mięs Fr. Getter i Synowie. Obecnie jest tam plac Defilad ,kamienica nie istnieje. pozdrawiam monika Sroczyński_Włodzimierz - 19-06-2015 - 12:02 Temat postu: ale pytanie było czy przetrwała wojnę nie czy istnieje:) wiele kamienic - nie tylko z okolicy przybitej symbolem PKNiS im Jozefa S wojnę przetrwało - "odbudowy Warszawy" nie:) A_Rozanska - 11-09-2015 - 00:30 Temat postu: Witam serdecznie, czy ktos mógłby mi pomóc z dosc trudnymi dla mnie tajemnicami. Pierwsza dotyczy kupna przed wojną ziemi przez mojego dziadka na ul. Leszno 128 w Warszawie. Chodzi mi oczywiscie o zlokalizowanie tej zimi dziś. Druga prosba , mysle ze bardzo ciezka a moze tez nie mozliwa. Brat mojego dziadka posiadal na Woli trzy kamienice. Babcia ze wzg na wiek nic nie pamieta. Wie tylko tyle ze bylo to w okolicach Wolska, Leszno?? Brat dziadka nazywal sie Ignacy Kondrat. Wiem tylko tyle ze sprzedawal ..ale nie wiem czy mial sklep, hurtownie, ryby. Probowalam cos znalece Spisie z 1930 bezskutecznie. Moze sklepy byly niegdys nazywane inaczej..centrala, sklad?? Bardzo prosze o jakakolwiek pomoc. Pozdrawiam Slawinski_Jerzy - 11-09-2015 - 16:23 Temat postu: Witam Posesja Leszno 128 znajdowała się między Okopową a Karolkową i nie posiadała przed wojną frontowej zabudowy, a jedynie jakieś bliżej nierpozonane oficyny, boczną dochodzącą szczytem do Leszna i tylną. Były to oficyny produkcyjne należace do zakładu, o którym poniżej. W 1945 był to już tylko pusty plac z ruinami tylnej oficyny. pisze, że cała posesja Leszno 128/130 wraz z narożnikiem Karolkowej należała do fabryki Geislerów, w latach 30 mocno już podupadłej, ale nadal prosperującej pod nazwą "Geisler, Okolski i Patschke". Na rogu z Karolkową stał, pochodzący z końca XIX wieku, ceglany budynek fabryczny, o długiej elewacji od Karolkowej i krótszym skrzydle od Leszna. Być może właściciele fabryki zdecydowali w międzywojniu o sprzedaży działki 128 jako nieprzydatnej, pozostawiając sobie jedynie część z fabrycznym budynkiem na rogu Karolkowej? Podejrzewam, że od nich właśnie działkę odkupił Twój dziadek. Po wojnie jezdnia została poszerzona kosztem właśnie strony północnej, mniej więcej w tym miejscu stoi blok mieszkalny z lat 50 o numerze Leszno 24/26. Tak budynek prezentuje się obecnie, posesja znajduje się częściowo pod jeznią Leszna, bliżej Karolkowej: ... f2!6m1!1e1 pozdrawiam Jerzy A_Rozanska - 12-09-2015 - 19:50 Temat postu: Panie Jerzy, dziękuję Panu gorąco. To dla mnie cenne i ważna informacja. Potwierdzają się zapomniane nazwiska i wątki w pamięci babci. Jesli bede pewna kolejnych losow i nazwik jakie sie pojawily odnosnie tego placu zamieszcze na forum. Dziekuje jeszcze rar A. Rozanska genealog1981 - 13-09-2015 - 22:28 Temat postu: Witam Wszystkich, Moi Przodkowie mieszkali w roku 1915 w domu przy ulicy LEszno 150. Czy ten dom jeszcze istnieje? Z gory dziekuje i pozdrawiam. Sandro Slawinski_Jerzy - 13-09-2015 - 22:56 Temat postu: Witam A czy może być 105? W latach międzywojennych zabudowa Leszna kończyła się na numerach 146 i 141 przy narożnikach z Młynarską. Przypuszczam, że w 1915 było podobnie. pozdrawiam Jerzy genealog1981 - 14-09-2015 - 23:00 Temat postu: Z przetlumaczonego mi aktu slubu moich pradziadkow, wynika ze pradziadek mieszkal jako kawaler na ul. Karolkowej 2 natomiast prababcia na ulicy Leszno 150 lub 15. Czy dokladny numer pewnie jest Leszno 15. Bozenna - 14-12-2015 - 16:00 Temat postu: Dzien dobry, Jaki obiekt (dom, dwor, koszary) mogl sie znajdowac pod adresem: ulica Targowa 957, w latach 1820-1830-tych? W metrykach z tych lat znajduje pod tym adresem kilku generalow Wojsk Polskich. Przypadek, czy tez kwatera wojskowa, koszary? Z gory dziekuje za informacje, Serdecznie pozdrawiam, Bozenna Sroczyński_Włodzimierz - 14-12-2015 - 16:30 Temat postu: a to nie Pałac Lubomirskich (wł.: Radziwiłłów, Krasińskiego, rządowy) "obracany"? historie znajdziesz, bogata:) choć nie zawsze świetna Koszary to raczej tuż tuż: Mirowskie. budynek raczej administracyjny i jeszcze w 1830 reprezentacyjny..potem lazaret i równia pochyła dom gościnny, tło utrwalaczy , BCC... :)))) Slawinski_Jerzy - 14-12-2015 - 16:42 Temat postu: No, ale to raczej nie byłaby Targowa. Jerzy Bozenna - 14-12-2015 - 16:43 Temat postu: Wlodku, Palac Lubomirskich to plac za Zelazna Brama, a ja szukam adresu na ulicy Targowej, czyli na Pradze, w IV Cyrkule. Pozdrawiam, Bozenna Sroczyński_Włodzimierz - 14-12-2015 - 16:54 Temat postu: nie mam pojęcia dlaczego szukasz na Pradze ale fakt, że to nie moja sprawa, nie wnikam:) Jerzy: owszem była (nie tylko byłaby, ale wprost - była) to Targowa , taką nazwę nosiła ulica, przy której opisywany budynek stał:) jak nieraz pisałem - i przebieg i nazwy ulic i "policyjna numeracja" się zmieniała - czasem wielokrotnie, hipoteczny stały:) ww dyskusja (?) to jeden z przykładów pozdrawiam PS Praga to cyrkuł VIII nie IV - w tym okresie (zresztą w żadnym Praga nie był IV Cyrkułem) Warakomski - 14-12-2015 - 17:02 Temat postu: „Ruinacji Pragi dokończyło budowanie fortyfikacji napoleońskich na Pradze w latach 1806-1811. Ufortyfikowany został wówczas przyczółek mostowy u zbiegu ul. Brukowej z Wisłą, chroniący nowo wybudowany drewniany most na Wiśle, łączący Pragę z ul. Bednarską, zbudowany w celu ułatwienia przeprawy Wielkiej Armii. Przyczółek rozbudowano później do postaci twierdzy. W ramach tworzenia przedpola wyburzono całą zabudowę po Krzysztof Bozenna - 14-12-2015 - 17:19 Temat postu: Wlodek, Faktycznie w IV Cyrkule byla ulica Targowa. Masz racje, to palac Lubomirskich na placu za Zelazna Brama. W latach 1820-1830 byl siedziba rzadowa. To moze tlumaczyc fakt, ze byl zamieszkaly przez oficerow Wojsk Polskich i ich rodziny. Dzis ta nazwa nie istnieje. Znana jest tylko ulica Targowa na Pradze, stad moja pomylka. Dziekuje bardzo, Bozenna Slawinski_Jerzy - 14-12-2015 - 18:54 Temat postu: Sroczyński_Włodzimierz napisał: nie mam pojęcia dlaczego szukasz na Pradze ale fakt, że to nie moja sprawa, nie wnikam:) Jerzy: owszem była (nie tylko byłaby, ale wprost - była) to Targowa , taką nazwę nosiła ulica, przy której opisywany budynek stał jak nieraz pisałem - i przebieg i nazwy ulic i "policyjna numeracja" się zmieniała - czasem wielokrotnie, hipoteczny stały ww dyskusja (?) to jeden z przykładów pozdrawiam PS Praga to cyrkuł VIII nie IV - w tym okresie (zresztą w żadnym Praga nie był IV Cyrkułem) Zwracam honor. Dobrze znam dzieje Warszawy i jej architektury, ale nie wiedziałem, że istniała tam taka ulica. Cóż, człowiek uczy się przez całe życie Warakomski napisał: „Ruinacji Pragi dokończyło budowanie fortyfikacji napoleońskich na Pradze w latach 1806-1811. Ufortyfikowany został wówczas przyczółek mostowy u zbiegu ul. Brukowej z Wisłą, chroniący nowo wybudowany drewniany most na Wiśle, łączący Pragę z ul. Bednarską, zbudowany w celu ułatwienia przeprawy Wielkiej Armii. Przyczółek rozbudowano później do postaci twierdzy. W ramach tworzenia przedpola wyburzono całą zabudowę po Krzysztof Tak, ale przy samej Targowej stały już w tym okresie (wzmiankowane lata 20/30 XIX wieku) mieszkalne budynki, np kamienica Cichockiego na rogu z Kijowską, wzniesiona w 1824 wg projektu Schucha. Jerzy Kaczmarek_Aneta - 14-12-2015 - 20:21 Temat postu: Bozenna napisał: Dzien dobry, Jaki obiekt (dom, dwor, koszary) mogl sie znajdowac pod adresem: ulica Targowa 957, w latach 1820-1830-tych? W metrykach z tych lat znajduje pod tym adresem kilku generalow Wojsk Polskich. Przypadek, czy tez kwatera wojskowa, koszary? Z gory dziekuje za informacje, Serdecznie pozdrawiam, Bozenna Bożenko, zgodnie z "Taryffą domów miasta stołecznego Warszawy dla wygody publicznéj nowo wydana, z dołączeniem przedmieścia Pragi i domów za rogatkami będących, tudzież opisu historycznego tey stolicy" za rok 1821, pod adresem Targowa 957 (Cyrkuł IV) mieścił się Pałac Izydora hr. Krasińskiego - patrz skan nr 50: ... p=1&QI Pozdrawiam, Aneta Bozenna - 14-12-2015 - 20:45 Temat postu: Anetko, Slicznie dziekuje. Potwierdzilas moje poszukiwania, Bozenna Bea - 23-02-2019 - 11:37 Temat postu: Nie wiem czy ktoś podawał już linka, ale książka adresowa, a w zasadzie spis telefonów woj. warszawskiego i m. st. Warszawy z lat 1955-56 jest dostępny on-line: Wszystkie czasy w strefie GMT - 12 Godzin Powered by PNphpBB2 © 2003-2006 The PNphpBB GroupCredits

na jakiej ulicy mieszka szwagier